Ehime kultura Japonii Shikoku zwiedzanie

Atrakcje Shikoku: Księżycowy Pawilon Garyu Sanso

Garyu Sanso

Shikoku jest jedną z ostatnich Wysp Japońskich odwiedzanych przez turystów. A szkoda, bo ma bardzo wiele do zaoferowania. Trzeba tylko trochę bardziej przyłożyć się do planowania podróży i można znaleźć takie perełki jak Ōzu w prefekturze Ehime. W Ōzu, z dala od zgiełku wielkich miast i tłoku zagranicznych turystów, znajduje się willa Garyu Sanso, a w niej Księżycowy pawilon herbaciany.

Historyczne miasteczko Ōzu

Ozu (大洲市), obok malowniczego Uchiko, portowej Yawatahamy i  starej Matsuyamy, jest jedną z głównych atrakcji Prefektury Ehime. Populacja Ōzu wynosi niecałe 50 tysięcy mieszkańców. Niestety podobnie jak w innych małych miejscowościach „na prowincji” miasto ulega wyludnieniu na rzecz Tokio, a średnia wieku mieszkańców wzrasta drastycznie z roku na rok. Turystów widzi się tu niewielu – często trafiają do Ōzu w ramach jakiegoś dłuższego szlaku, np. zwiedzając okoliczne zamki (w Matsuyamie, Imabari, Uwajimie).

Atrakcje Shikoku

ładowanie mapy - proszę czekać...

\'Doya\' targ rybny w Yawatahama: 33.462898, 132.423336
Ozu: 33.506194, 132.544509

 

Do Ōzu ściągają także miłośnicy dość nietypowego sportu, a mianowicie połowów z kormoranami. Jest to stara, niegdyś popularna w Chinach i w Japonii metoda połowów wykorzystująca tresowane kormorany. Ptaki te uczy się wskakiwania do wody na komendę, a także „zwracania” złapanej ryby na łódce. Niestety zdaje się, że nie wszystkie praktyki związane z tymi połowami są humanitarne, ale Japończycy raczej nie przywiązują do tego wagi. W całym kraju jest tylko 16 miejsc w których można zobaczyć te niecodzienne połowy.

Połowy z Kormoranami. Keisai Eisen, Sześćdziesiąt dziewięć stacji Nakasendo. Licencja Creative Commons.

„Małe Kioto”

Niektórzy nazywają Ōzu „małym Kioto prowincji Iyo” (dawna nazwa Prefektury Ehime) i myślę, że to całkiem trafne określenie. Do głównych atrakcji Ōzu, prócz Garyu Sanso, należy odbudowany w 2004 r. zamek Ōzu. Ōzu prawa miejskie uzyskało stosunkowo niedawno, bo w 1954 r. Swoją historią sięga jednak dalej – do okresu Edo (1603-1867), kiedy rozwój miast wokół twierdz i zamków był czymś zupełnie naturalnym. Charakter miasta zmienił się zasadniczo w okresie Meiji (1868-1912). Dziś pozostałości po tych obu znaczących okresach można nadal znaleźć na ulicach Ōzu. Sentymentalne alejki ze starymi domami ciągną się między zamkiem a willą na wzgórzu (Garyu Sanso).

Garyu Sanso
Uliczki starej dzielnicy Ōzu
Garyu Sanso
Woda płynąca wzdłuż drogi daje latem przyjemne orzeźwienie. Kiedyś służyła za źródło wody dla gospodarstw domowych

Jedną z popularnych zabaw było kiedyś wyplatanie z traw (tataraku? ale mogę się mylić) różnych owadów. Najpopularniejsze z nich to świerszcze – te na zdjęciu wykonano tak realistycznie, że w pierwszej chwili byłam pewna, że po prostu przysiadły sobie obok wody przed czyimś domem 😉

Mniej reprezentatywne uliczki Ōzu, otaczające „starą dzielnicę” też mają swój sentymentalny urok… 

Garyu Sanso

Willa Garyu Sanso jest wyjątkowa nie tyle ze względu na swoją architekturę, którą można określić w skrócie mianem „wyrafinowanej prostoty”, a ze względu na miejsce, w którym jest położona – jest to otoczone lasem wzgórze wznoszące się nad zakolem rzeki.

Garyu Sanso
Gdy budowano willę nie było tam jeszcze mostu, ani zabudowy po drugiej stronie rzeki.

Willa wybudowana jest w iście japońskim duchu – ze swoimi wielkimi, przesuwanymi ścianami, prześwitującym w blasku słońca papierem i okalającym dom podestem daje wrażenie, że cały czas jest się na zewnątrz. Dom i ogród to jedno. Zresztą o to właśnie chodziło w dawnej architekturze japońskiej.

U nas, w Europie, mówi się, że „mój dom to moja twierdza”, odcięta od zewnętrznego świata. U Japończyków „twierdza” jest pojęciem bardziej abstrakcyjnym i znajduje się w umyśle. Z tego powodu Europejczycy często narzekają, że trudno jest im zaprzyjaźnić się blisko z Japończykami. Ja również, choć wydaje mi się, że mam w Japonii kilka bliskich osób, nie potrafiłabym nazwać naszych relacji „zażyłymi”. Zawsze jest jakiś element dystansu, bariery. Nigdy do końca nie wiem, czy właściwie oni mnie lubią, czy po prostu są mili i spotykają się ze mną tylko z grzeczności… Ale wróćmy do architektury – w architekturze japońskiej (jeśli nie jest to zamek) – barier nie ma.

garyu sanso

Wyrafinowana prostota

Konstrukcja willi jest bardzo prosta, a przynajmniej tak wydaje się na pierwszy rzut oka. Wszystko zostało wykonane z naturalnych, dostępnych w regionie materiałów. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej (lub raczej, gdy przewodnik subtelnie pomoże nam – gajdzinom-ignorantom coś zauważyć), dostrzeżemy kunszt detali. Na przykład misternie ornamentowane drewniane elementy nad przesuwanymi drzwiami – bardzo drogie. Zauważymy metalowe uchwyty do przesuwanych drzwi w kształcie nietoperzy, a także specjalne, okrągłe okno, przez które wpadające do domu światło rzuca na ścianę cień w kształcie góry Fuji. Okna i ich drewniane ozdobniki zostały tak usytuowane, by o każdej porze roku (ze względu na inne położenie słońca) ukazywać inny obrazek, powiązany z aktualną porą roku.

Okakura Kakuzō pisał kiedyś w swojej Księdze Herbaty:

Dla architektów europejskich wychowanych w tradycji konstrukcji z kamienia i cegły nasz japoński sposób budowania z drewna i bambusu nie wydaje się godny miana architektury. Dopiero niedawno znawca architektury zachodniej dostrzegł i złożył hołd niezwykłej doskonałości naszych wielkich świątyń. Skoro tak traktowano naszą klasyczną architekturę, jakże możemy spodziewać się, iż laik potrafi docenić subtelne piękno pawilonu herbacianego, o konstrukcji i dekoracji różniących się całkowicie od zasad przyjętych na Zachodzie.

Niestety wewnątrz willi jest bezwzględny zakaz robienia zdjęć, więc musicie uwierzyć mi na słowo 🙁

Pawilon herbaciany nie jest niczym innym jak prostym domkiem – słomianą chatką, jak go nazywamy. Pierwotne ideogramy, jakimi pisano tę nazwę, znaczą „siedziba wyobraźni”. (…) Sam pawilon sprawia wrażenie niepozorne, jest mniejszy od najmniejszego z japońskich domów, a materiały użyte do jego budowy, mają sugerować wyszukane ubóstwo. (…) Szczegóły opracowano prawopodobnie z większą starannością niż w najbogatszych pałacach i świątyniach. Dobry pawilon herbaciany kosztuje więcej niż przeciętna rezydencja, gdyż dobór materiałów i robocizna wymagają nadzwyczajnej troskliwości i precyzji.

Pawilon powstały z przerobionej, dawnej łaźni

Drzwi do pawilonu herbacianego mają nie więcej niż 90 centymetrów wysokości. Każdy przekraczający ten próg musi więc wczołgać się do środka na czworaka – czy to wysokiej rangi urzędnik, samuraj, czy dama w pięknym kimonie. Chodzi o zaszczepienie pokory i poczucia równości między uczestnikami. Dodatkowo, ze względu na małe wejście – samurajowie zmuszeni byli zostawiać broń przed pawilonem. W pawilonie nie było miejsca na coś, co zadaje śmierć.

Herbaciany ogród

Ogród jest integralnym elementem herbacianego pawilonu. Daleko mu do wypieszczonych ogrodów francuskich, czy „wyczesanych” ogrodów kamiennych mistrzów Zen. Ogród przy pawilonie herbacianym jest jedyny w swoim rodzaju. O nim Okakura Kakuzō pisze tak:

Ścieżka ogrodowa prowadząca (…) do pawilonu herbacianego oznacza pierwszy etap medytacji: przejście ku samooświeceniu. (…) Ma za zadanie przeciąć więzi ze światem zewnętrznym i wywołać nowe doznania wiodące do pełnej satysfakcji estetycznej w samym pawilonie herbacianym. Kto szedł po takiej ścieżce w cieniu wiecznie zielonych drzew, po regularnych nieregularnościach kamieni, pod którymi leżą suche sosnowe igły, mijając pokryte mchem granitowe latarnie – nigdy nie zapomni uczucia, że duch jego wzbił się ponad codzienne myśli.

Zwróćcie uwagę na „regularne nieregularności kamieni” ♥ Nie bez powodu pawilony herbaciane nazywano także „siedzibami niesymetryczności”.

Rikyū* obserwował swego syna Sho-ana zamiatającego i podlewającego ogrodową ścieżkę. Kiedy Sho-an wykonał swe zadanie, Rikyū stwierdził: „Nie dość czysta” i kazał mu zacząć od nowa. Po godzinie ciężkiej pracy syn zwrócił się do ojca: „Nie ma tu już nic więcej do zrobienia. Kamienie zostały wyszorowane trzykrotnie, granitowe latarnie i drzewa zroszone wodą, mech i porosty błyszczą świeżą zielenią, żadnego listka, żadnej gałązki nie zostawiłem na ziemi!”. „Głuptasie – zbeształ go mistrz – nie tak sprząta się ścieżkę”. To mówiąc wszedł do ogrodu, potrząsną drzewem i na ziemię posypały się purpurowe i złote liście, skrawki jesiennego brokatu. Rikyū żądał nie tylko czystości, lecz także naturalności i piękna.

Okakura Kakuzō

Sen no Rikyū (1522-1591) – współtwórca i największy mistrz japońskiej ceremonii herbaty.

garyu sanso
Samotna śliwa w ogrodzie Garyu Sanso

Podoba Ci się tekst?

Jeśli zechcesz zostać stałym czytelnikiem, będzie mi niezwykle miło. Mnie, autorce - Izie, która obłożona książkami pisze dla Was teksty długimi nocami 🙂

Księżycowy Pawilon

Księżyc ma szczególne miejsce w japońskiej kulturze. Piętnastego dnia ósmego miesiąca (według tradycyjnego kalendarza księżycowego) Japończycy obchodzą tsukimi (月見) – dosłownie „podziwianie księżyca”). Inna nazwa tego festiwalu to jugoya (十五夜), czyli „piętnasta noc”. W tym roku piętnasta noc przypadnie na 4-go października. Data ta zazwyczaj wypada od drugiej połowy września do końca pierwszego tygodnia października, w zależności od roku. Podziwianie księżyca było jednym z ulubionych zajęć japońskiej arystokracji, ale słyszał ktoś, by dla księżyca wybudować cały dom, ogród i pawilon? Otóż tak było w tym przypadku.

Najważniejszy pawilon herbaciany Garyu Sanso – Furo-an – wznosi się na drewnianych palach nad urwistym klifem. Konstrukcja budynku miała zapewnić, że absolutnie nic nie zasłoni wpadającego doń światła. Chodziło oczywiście o światło księżyca, ale nie to roztaczające się od jego bladej tarczy nad przeciwległym lasem, ale to odbite od fal rzeki, która opasuje Garyu Sanso. To właśnie dla tego migoczącego blasku, który tylko raz w roku odbija się od tafli wody i pada centralnie na sufit w herbacianym pawilonie, wybudowano cały kompleks.

Garyu Sanso
Widok z (dość chwiejnego!) tarasu Furo-an

Furo-an został wybudowany na drewnianych palach, a także przy wykorzystaniu rosnących pod nim żywych drzew, więc można śmiało powiedzieć, że jest to „chatka na drzewie”

Legenda głosi, że pierwszy właściciel Garyu Sanso spędził 10 lat planując dokładne położenie willi w czasie jugoya. Wcale nie było to zadanie proste – przewodniczka, która oprowadzała mnie po kompleksie postanowiła przekonać się osobiście, czy na sufit w pawilonie pada migoczące światło księżyca odbite w rzecznych falach. Pierwszej nocy padało. Następnego roku całe niebo było zachmurzone. Dopiero trzeciego roku, przy sprzyjających warunkach, udało jej się doświadczyć tego niezwykłego spektaklu. Przypomina mi to historię o tym, jak wybrałam się nad jezioro Tanuki by zobaczyć słynny „podwójny diament” – słońce wschodzące centralnie zza góry Fuji i odbijające się wraz z wulkanem w tafli jeziora. Ale o tym może innym razem… 😉

Garść informacji praktycznych:

  • Garyu Sanso znajduje się 20 minut piechotą od stacji JR Iyo-Ōzu.
  • Willa jest czynna przez cały rok od 9 do 17 (ostatnie wejście 16:30).
  • Ceny wstępu: dorośli – 500 jenów, dzieci poniżej 13-go roku życia – 200 jenów. Jest również możliwość zakupu biletu łączonego z zamkiem Ozu. W ramach tego biletu darmowy wstęp przysługuje dzieciom poniżej 5 roku życia oraz seniorom (65+).

Podobał Wam się dzisiejszy tekst?
Pisać takich więcej? 🙂

Nie bądź sknera,
podziel się z innymi!

About

Z pochodzenia Sanoczanka, Japanofil, wolontariusz tęskniący za Afryką i etnograf-pasjonat. // Just a small town girl who always dreamed of travels and faraway places... Now Warsaw-based international relations analyst, travel blogger & folklore enthusiast, who cherishes nature, simple life & Irish traditional music. Japanophile. Addicted to haribo jellies & …red lipstick.

  1. Zygmunt Kuba

    Widok japońskich lasów przykuł na trochę dłużej, fajny wpis!:)

  2. Ciekawe, pisane bogatym językiem o fajnych miejscach – gratuluję i pozdrawiam
    bm

  3. Ale się cieszę że trafiłam na Twojego bloga! Japonia jest moim wymarzonym kierunkiem podróży, choć pewnie raczej na tymczasowo, nie na stałe. Zabieram się do czytania reszty Twoich postów dot. Japonii 😀

    • Dzięki Rysiu za miłe słowa 🙂 Zapraszam serdecznie! Widziałam na „Rysich Tropach” japońskie kule kokedama – zainspirowały mnie do myślenia nad wiosennymi zmianami na balkonie 🙂

  4. A ja się zastanawiam, czy poziom wody w rzece jest stały? Zapewne nie. Jaką tolerancję przyjęto? Tą historię powinno się opowiadać na wydziale architektury.

    • Nie no, skądże! Jak się ma w czerwcu porę deszczową, a od sierpnia tajfuny, po których następuje prawie zupełnie sucha zima, rzeki są bardzo krótkie, to raczej nie ma o tym mowy. Większość dolin rzecznych w Japonii bardziej przypominała mi rzeki Islandii – rozległe koryto i woda ciurkająca gdzieś środkiem. Ale tak szerokie, nieregulowane brzegi są idealne w czasie ulewnych deszczy, bo nie ma mowy o powodziach.
      Nie wiem jak z poziomem wody, ale np. w regionie Tokio jest to ściśle regulowane przez Metropolitan Area Outer Underground Discharge Channel, w którym zresztą byłam 😀

      Dzięki!

  5. Łukasz Kędzierski

    Ach ta Japonia tak daleko i ciągle odkładam ją na później 🙁 muszę się w końcu wziąć w garść i pojechać tam 🙂
    Fajne miejsce, lecz na pierwszy raz to na pewno chciałbym wejść na Fuji 🙂

  6. wyplatanie świerszczy z traw to druga rzecz, którą zachwyciłam się w tym wpisie, bo pierwszą jest oczywiście herbaciany ogród!!! 😀

  7. jestem zachwycona architekturą i ogrodami. Dziękuję za wspaniałą wycieczkę. Gdyby nie ta notka, nigdy nie dane byłoby mi zobaczyć tego kawałka Japonii.
    Serdeczności.

    • Dziękuję Ultro za to, że jesteś stałym czytelnikiem. Gdyby nie Ty, nie miałabym takiej motywacji, by pisać nocami. Mówię całkiem serio! Choć może chodziłabym bardziej wyspana, ale przecież nie o to w życiu chodzi… 😉
      Dziękuję, że jesteś! :*

  8. To ja dziękuję za rzeczowe, przemyślane i ciekawe przenoszenie w świat egzotyki niedostępnej w realu.
    Zasyłam serdeczności

  9. Z pewnością twoje wpisy podrzucę mężowi. On bardzo interesuje się Japonią i jego marzeniem jest odwiedzić ten kraj. Ogólnie bardzo fajne teksty i z pewnością tu zaglądać z mężem będziemy 🙂

    • Ojej! Bardzo się cieszę i oczywiście zapraszam 🙂 Nie ma lepszej motywacji do pisania, niż takie miłe komentarze. Dzięki wielkie i pozdrowienia dla Was 🙂

Dodaj komentarz

Psst... na tej stronie dostaniesz ciasteczko. (więcej informacji)

Ciasteczka (cookies) to małe pliki tekstowe, które zapisane na twoim komputerze ułatwią przeglądanie stron WWW. Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące cookies. Obowiązek poinformowania cię o ciasteczkach nakłada ustawa z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wszystko jasne, zamknij