All posts filed under: osobiste

W taki dzień, jak dziś

W taki dzień jak dziś, najchętniej pomoczyłabym się w gorącym onsenie. Są onseny wielkie, przypominające bardziej połączenie aquaparku z Disneylandem. Są onseny dla psów. Są stare, szanowane onseny-hotele. Są onseny na stacjach kolejowych i takie tylko dla klubowiczów pól golfowych. Są onseny, a właściwie sentō (łaźnie publiczne) tak malutkie, że ciężko tam trafić bez szczegółowej mapki rozrysowanej przez lokalsa z dzielnicy. Są onseny do moczenia stóp przy centrach handlowych lub na moście. Są onseny śmierdzące siarką i takie z czarną wodą. Są onseny z promieniotwórczym radem (i to nie w Fukushimie). I takie, co rażą prądem. Takie w środku, takie na zewnątrz i takie na dachu, pod gwiazdami. Z wyjątkiem onsenu dla psów, we wszystkich już byłam.

Shirakawa-go wioska białej rzeki

Shirakawa-go. Zimowe historie z wioski Białej Rzeki

O Shirakawa-go słyszał każdy, kto kiedykolwiek interesował się architekturą Japonii. Wraz z pobliską miejscowością Gokayama i kilkoma innymi okolicznymi wioskami, Shirakawa-go jest jedynym miejscem na świecie, gdzie wytworzył się unikalny styl architektoniczny gassho-zukuri. Wszystko, jak zwykle, za sprawą specyficznego klimatu, który w tym przypadku jest zasługą gór.

Historie z drogi

Obleśny typ z pociągu

Wrzesień 2016, pociąg lokalny. Jakieś 100 kilometrów od Tokio.   Siedzę zmarnowana w pociągu po niezbyt udanym wypadzie do Shizuoki, z lekkim udarem słonecznym i biegunką w tle, wręcz marząc o powrocie do mojej norki w getcie dla cudzoziemców. Zawieszam się. Pociąg jest pełny: matki z dziećmi, nastolatki wracające ze szkoły, standardowe kilka babć, małe grono przemęczonych salarymenów przysypiających między przystankami. Ciasno, ale cicho i spokojnie – wszyscy gapią się w swoje telefony, słowem, tak jak lubię najbardziej. Przede mną jeszcze kawał drogi, zdrzemnę się – myślę. – What is your country? Słyszę i wiem, że jeśli to było po angielsku, to chyba do mnie. Otwieram oczy. Obok siedzi jakiś śliski typ, na oko 60-letni. Koszula, jakieś jasne spodnie, dość obleśny z twarzy.

Społeczeństwo: dyscyplina i posłuszeństwo

Japońskie dzieci są bardzo zdyscyplinowane. My również chcielibyśmy takie mieć, o czym świadczą liczne wyrazy zachwytu nad krążącymi po sieci zdjęciami i infografikami pokazującymi japońskie dzieci sprzątające po sobie w szkole, segregujące odpady po wspólnym jedzeniu, porządkujące plac zabaw po wspólnej zabawie. Jakiś czas temu trafiłam też na poniższy (bardzo sympatyczny!) film ilustrujący co najprawdopodobniej stanie się, jeśli niechcący upuścimy portfel obok japońskiego dziecka:

Niewidzialna

Dziś w Japonii obchodzony jest Dzień Dziecka (こどもの日, Kodomo-no Hi). Z tej okazji powinnam zamieścić na blogu jakieś uśmiechnięte buzie uroczych japońskich dzieci lub przynajmniej charakterystyczne dla tego święta wielkie, kolorowe latawce w kształcie karpi. Nawet mam je dla Was przygotowane – podeszłam do zadania ambitnie i od kilku dni chodziłam po Tokio fotografując kolorowe koi-nobori (鯉幟, dosłownie chorągwie-karpie), aż zrobiła się z nich całkiem ładna galeria. Dziś jednak nie będzie ich na blogu. Dlaczego?

Mroczna historia Kannon z Ōfuny

Bogini miłosierdzia, zanim wyrzeźbiono jej betonowe oczy, nie widziała, co dzieje się u jej stóp. Gdy w końcu przejrzała, po krwi ofiar nie pozostało już ani śladu. Posąg bogini Kannon z Ōfuny poleciła mi jedna z czytelniczek bloga, podczas mojej podróży do Nary na obchody święta Wakakusa Yamayaki. Biały, 25-metrowy posąg bogini Kannon góruje nad jednym ze szczytów w Ōfunie, miejscowości na trasie z Tokio do Kamakury i Enoshimy. Z powodu swoich znacznych rozmiarów posąg można z łatwością zauważyć nawet z okien przejeżdżającego pociągu.

Tydzień #20: Niezwykłe spotkanie

Nic nie dzieje się przypadkowo. Od początku Wielkiego Postu staram się codziennie przy śniadaniu oglądać internetowe rekolekcje Jednym Słowem o. Szustaka. Nawet, o dziwo, jestem na bieżąco. A dziś była mowa o wyrzucaniu… Sobota była paskudna. PA-SKU-DNA. Zimno i deszcz. W taki dzień psa z domu wypuścić, to żal. Planowałam wybrać się na modlitwę Taizé w kościele anglikańskim na Ikebukuro, ale Ikeburkuro jest na końcu świata. Albo inaczej. Z Odaiby, na której mieszkam i która jest końcem świata, wszędzie jest daleko, a Ikebukuro jest na dodatek dokładnie na drugim końcu Tokio. Pomimo niewielkiego odsetka chrześcijan, spotkań z modlitwami Taizé jest w stolicy Japonii całkiem sporo – podobno około 20 każdego miesiąca, w tym 1-2 duże modlitwy w Yotsuya, na które staram się przychodzić. Gdy na ilość spotkań nie można narzekać, a pogoda nie zachęca do wychodzenia, ostatnią rzeczą na jaką ma się ochotę to spędzenie godziny w metrze, by dojechać na Ikebukuro (na pewno rozumiecie sami…). Niestety „słowo dnia” <<wyrzucać>> okazało się bezlitosne, więc wyczołgałam się z półgodzinnym opóźnieniem, w myśl „lepiej późno niż wcale” …

Poznaj Tokio: Nocny ogród Rikugien

Tokio poza szlakiem – ogród Rikugien   Ogród Rikugien zwany jest ogrodem poezji (a dokładniej – poezji Waka). To daje się odczuć – w grudniową noc miałam dziwne wrażenie, że tylko elfów tutaj brakuje. Z resztą zobaczcie sami! Ogród Rikugien został otwarty dla zwiedzających w 1938 roku, lecz powstał znacznie wcześniej, bo w 1702 roku, z woli pana prowincji Kawagoe, Yanagisawa Yoshiyasu – zaufanego człowieka piątego shoguna z rodu Tokugawów. Jest to typowy ogród daimyō (panów feudalnych) z okresu Edo. W okresie Meiji przejął go w posiadanie Iwasaki Yataro, twórca Mitsubishi (przy okazji ciekawostka: Iwasaki był rōninem, czyli samurajem bez pana oraz japońskim finansistą). W 1938 rodzina Iwasaki przekazała ogród miastu. 15 lat później ogród trafił na Listę specjalnych miejsc o wyjątkowo pięknej scenerii. Jak myślicie, słusznie?

Tydzień #10 im. Soichiro Honda

„Czy to jest jakiś tydzień Hondy?” – usłyszałam ostatnio od znajomych na facebooku, którzy regularnie bombardowani Hondą w pewnym momencie po prostu nie wytrzymali. „Nie, tylko piszę pracę zaliczeniową”, ale już oddaję książkę, już będzie koniec… Wiele postów w ogóle by nie powstało, bo moje dnie (i noce!) wypełnia ostatnio mikroekonomia, pisanie wypracowań, tworzenie różnych wariacji konspektów pracy końcowej (oczywiście każdy profesor wymaga innej, dostosowanej do jego szablonu wersji), przygotowywanie i wygłaszanie prezentacji oraz… podtrzymywanie mojej marnej egzystencji w minimalnym zakresie (zauważcie, że nawet japońskiego nie wymieniłam – nie mam czasu na tą przyjemność!). A! Był jeszcze tydzień moich laudacji na temat Soichiro Hondy, nawet na laptopie zagościł jego czerwony „Dream” 🙂 (Uwaga! Idźcie po kawę. To miał być krótki wpis, ale nie wyszło…)