Nowy Rok w Japonii

W Internecie krążą już dziesiątki artykułów opisujących obchody Nowego Roku w Japonii: Nowy Rok w Japonii, Ō-Shōgatsu, Japoński Nowy Rok, Zwyczaje noworoczne w Japonii, Jak Japończycy obchodzą Nowy Rok – wszystkie są prawie identyczne. Po co więc pisać kolejny raz o tym samym? Bo tym razem będzie inaczej!

Co daje mi prawo zuchwale twierdzić, że uda mi się napisać coś innego, niż wszyscy inni przede mną? Primo, znaczna część tych artykułów to albo przepisana przez osoby, które nigdy nie były w Japonii w czasie Nowego Roku wiedza książkowa, albo informacje zdobyte na podstawie obserwacji świąt przez tych, którzy tu byli, ale nadal pozostawali niejako „na zewnętrz” – obserwowali to, co dzieje się wokół, ale nie uczestniczyli czynnie w przygotowaniach i obchodach. Owszem, są też relacje pisane przez Polaków uczestniczących w programach home stay, ale tu też mogę się obronić, bo każdy region i każdy dom ma swoje, nieco odmienne tradycje i obyczaje noworoczne. Nie zacznę więc od słów Japończycy w Nowy Rok lub jak Japończycy obchodzą Nowy Rok, bo tego nie wiem. Ale wiem, jak było u nas, w Imari, na Kyushu, i o tym właśnie Wam opowiem 🙂

Nowy Rok na Kyushu

Od naszego przybycia na Kyushu minęło już kilka dni. Pierwsze przygotowania do Nowego Roku zaczęły się zaraz po naszym przyjeździe od robienia ryżowych ciastek mochi, o czym przeczytasz w pierwszej części tej historii – Nowy Rok na japońskiej wsi: przygotowania.

Ōmisoka – wigilia Nowego Roku
(大晦日)

 

Podobnie jak u nas przed Bożym Narodzeniem, dzień rozpoczął się od ōsōji (大掃除), czyli wielkiego noworocznego sprzątania (wiem, że inni znajomi na ōsōji wykorzystali 23 grudnia, czyli dzień urodzin obecnego cesarza Japonii, który jest świętem narodowym wolnym od pracy. Cóż, my wtedy machaliśmy flagą przed Pałacem Cesarskim). W ruch poszły wszystkie ręce dostępne na pokładzie. Mnie, muszę przyznać, trafiły się całkiem fajne czynności: odkurzanie tatami w ozashiki (najlepszym pokoju w domu), ścieranie kurzu na butsudan (ołtarzu buddyjskim) oraz „prace wysokościowe”  (średnia wzrostu mieszkańców domu nie przekracza 160 cm, więc moje 177 cm w końcu było do czegoś przydatne; do tej pory wykorzystywałam je jedynie do dzwonienia czołem w futryny) – wymiana kaligrafii we wnęce tokonoma na noworoczną i sprzątanie na ołtarzykach shintoistycznych (kamidana) umieszczonych nad wejściem do ozashiki i w kuchni, na wysokiej półce.

Nowy Rok - Osoji (3)
Sprzątanie na kamidanie (ołtarzyk shintoistyczny)
Nowy Rok - Osoji (8)
Kamidana (z kagami-mochi) melduje gotowość do świąt

Gdy już u wszelkich domowych bóstw było posprzątane, na ołtarzykach i przed tokonomą należało ułożyć kagami-mochi (鏡餅) – noworoczną ofiarę dla bóstw. Kagami-mochi, czyli dwa duże ciastka mochi (które robiliśmy sami w poniedziałek) zdążyły już nieźle stwardnieć, ale bóstwom to chyba nie przeszkadza (a ludzie mają na to swoje sposoby 😉 ). Na papierze do kaligrafii układa się spodem do góry rozdwojoną gałązkę paproci, na niej większe mochi, następnie 1-2 zielone listki drzewa sakaki, uznawanego za święte w religii shintō i mniejsze mochi. Na szczycie ląduje mandarynka z listkami oraz – dodatkowo u nas – suszone kaki (owoc persymony). Takich kagami-mochi zrobiłyśmy łącznie 5 (tokonoma, dwa na butsudan, kamidana i kamidana kuchenna).

Sony Xperia w kieszeni towarzyszyła mi całe przygotowania 😉

Następnie przyszedł czas na świąteczne dekoracje. Pan domu zawiesił przed drzwiami shimekazari (しめ飾り) – noworoczną dekorację ze słomy ryżowej, M. zajęła się tworzeniem shide (紙垂), zygzakowatych kawałków białego papieru, a następnie przygotowała mały powróz shimenawa, który rozwiesiła na małych palikach za domem, gdyż okazało się, że w pobliskim lesie mieszka jakiś shintoistyczny kami-sama (bóstwo). Mnie – w dziedzinie zajęć twórczych – przypadło układanie ikebany na obie kamidany. Cieszę się, że na studiach przeczytałam o ikebanie kilka książek – dzięki temu szybko poszło, a nawet zgarnęłam pochwałę! Ha 😀

Nowy Rok - shimezakari
Shimekazari – noworoczna dekorację ze słomy ryżowej. Tutaj: żuraw, mandarynka i flagi Japonii
Shide - używane w shinto zygzakowate kawałki białego papieru
Shide – używane w shinto zygzakowate kawałki białego papieru
Gotowanie, shide i ikebana w toku ;)
Gotowanie, shide i ikebana w toku 😉

W drugiej części dnia przyszedł czas na gotowanie (tym razem D. trafiły się prace wysokościowe, pt. „ściągnij pudło ze szczytu szafy” . W kartonie, zawinięte w specjalne papiery, czekało na nas świąteczne jūbako (重箱) – pudełko na noworoczne przysmaki. Ponieważ w czasie świąt wszyscy odpoczywają i nawet panie domu nie powinny gotować, większość potraw świątecznych przygotowywana jest w wigilię Nowego Roku (jak to jest, że co kraj, to obyczaj, a jednak wszędzie się w wigilię stoi przy garach?! 😉 ).

Dania noworoczne noszą specjalną nazwę i jest to o-sechi-ryōri (お節料理) , a wiele z nich ma znaczenie symboliczne, ale o tym za chwilę. Znaczenie symboliczne ma też ostatni zjadany tego dnia (a właściwie tego roku) posiłek – na kolację mama przygotowała toshikoshi-soba (年越しそば) zupę z długiego makaronu soba, która ma zapewnić długowieczność (więcej o makaronie soba przeczytacie na blogu Asi i Kondiego).

Nowy Rok - Toshikoshi soba (1)

Nowy Rok - dodatki do toshikoshi soba (2)

Po posiłku można było na chwilę zasiąść przed telewizorem, by obejrzeć Kōhaku Uta Gassen (紅白歌合戦), festiwal piosenki na koniec roku, transmitowany przez telewizję NHK w wigilię Nowego Roku od 1953 roku. Podczas tzw. biało-czerwonej bitwy na piosenki uczestnicy programu podzieleni są na dwie grupy: grupa biała, składająca się z kobiet (lub zespołów, w którym wokalistką jest kobieta) i grupa czerwona – męska, według analogicznej zasady. Festiwal jest zrobiony z rozmachem i oglądany przez duże grono Japończyków; podobnie do znanej nam Eurowizji charakteryzuje się zaskakującymi kostiumami (nawet prowadzący przebierają się w trakcie festiwalu kilkukrotnie), wyszukaną scenografią i choreografią. Do festiwalu nie można się ot tak po prostu zgłosić – uczestnicy otrzymują indywidualne zaproszenia, które są dowodem uznania i wielkim wyróżnieniem dla muzyka. I choć nie jestem wielką fanką takich festiwali, było to niezwykle ciekawe doświadczenie. Sam turniej kończy się kilka minut przed północą.

W domu natomiast, jeszcze przed 23, nastąpił „wymarsz dla chętnych” do buddyjskiej świątyni na joya-no kane (除夜の鐘 ) – 108 uderzeń w świątynne dzwony w ostatnią noc roku. Czytałam, że te 108 uderzeń symbolizuje 108 pragnień / skalań (odpowiedników grzechów), które uniemożliwiają dostąpienie oświecenia. Po wysłuchaniu wszystkich 108 uderzeń owe „grzechy” zostają odpuszczone, a ostatnie uderzenie wyznacza początek Nowego Roku. Na pewno w Tokio, gdzie w tym czasie przy sławnych świątyniach gromadzi się tysiące ludzi zwyczaj ten jest dokładnie celebrowany. W naszej pobliskiej świątyni, w której uroczystości zaczynały się o 23:45, wpół do północy nie było jeszcze nikogo. Nikogo, prócz nas.

Nowy Rok - joya-no kane (2)

Chwilę później zjawił się kapłan zajmujący się świątynią (nazwijmy go na roboczo proboszczem) oraz dziewczyny z wielkimi kotłami amezake (甘酒), słodkiego napoju ze sfermentowanego ryżu dla wszystkich „parafian”. Zgodnie z tym, co przeczytałam wcześniej, oczekiwałam, że tych 108 uderzeń dzwonu będziemy słuchać. Ponieważ jednak była to uroczystość bardzo rodzinna (na początku doliczyłam się zaledwie 20 osób, w tym 6-ciu od nas), proboszcz zaproponował, że w dzwon będziemy uderzać my – wszyscy, którzy się zjawili!

Nowy Rok - joya-no kane (4)
W kolejce do dzwonienia joya-no kane
Nowy Rok - joya-no kane (3)
Uwaga! Będzie głośno 🙂

I tak, sformowawszy kolejkę do dzwonnicy, każdy miał swój grzech do oddzwonienia, a że było nas mało, to niektórzy nawet dwa 😉 Ja dzwoniłam po raz 4-ty i siedemdziesiąty któryś; nie wiem za jakie grzechy to odpowiada, czasem lepiej nie wiedzieć ;). Po „oddzwonieniu swojego” można było dostać albo czarkę słodkiego napoju imbirowego, albo amezake. To drugie w smaku bardzo przypomniało mi turecką bozę, mniej słodki napój ze sfermentowanej pszenicy, który miałam okazję skosztować w zeszłym roku w Stambule.

Ach, miałam jeszcze dopisać – uderzeń miało być 108, ale ponieważ dzwon wzywał do świątyni kolejnych mieszkańców okolicznych domów, uznano, że każdy powinien choć raz zadzwonić. Więc gdy odliczyliśmy 108 uderzeń (a były liczone!), licznik przekręciło się jak w samochodzie z Niemiec „od pierwszego sprzedającego” 😉 I tak 2015 rok dobiegł końca.

Rodzinna atmosfera w świątyni na Nowy Rok
Rodzinna atmosfera w świątyni

Ganjitsu – pierwszy dzień Nowego Roku
( 元日)

 

Nowy Rok świętuje się podobnie, jak nasze Boże Narodzenie, czyli… za stołem. Zanim jednak jeszcze wszyscy do nie go zasiedli, otworzone zostało otoso noworoczne sake i w specjalnych czarkach ofiarowane na ołtarzyku buddyjskim i shintoistycznym. Następnie to samo sake zostało rozlane do czarek dla mieszkańców domu, lecz nie samo – do czarek wsypano malusieńką ilość złotego pyłu. Japończycy lubią dodawać złoto do specjalnych posiłków, jednak jest ono dość… niedobre w smaku. Na szczęście sake było naprawdę dobre! Po złożeniu życzeń i wychyleniu czarki przyszedł czas na noworoczną zupę ozoni (お雑煮). Skład i sposób przygotowania zupy różni się w zależności od regionu i domowych tradycji, jednak jest jedna cecha wspólna – do zupy wkłada się ryżowe ciastka mochi. Mochi, od czasu ich przygotowania, zdążyły już stwardnieć na kamień, ale wystarczyło włożyć je na chwilę do piekarnika, by odzyskały swoją konsystencję i dodatkowo pachnąco się przypiekły.

Nowy Rok - Ganjitsu (1)
Ozoni – noworoczna zupa z dodatkiem mochi

Wszystkie dania tego dnia spożywa się przy pomocy specjalnych pałeczek – zrobionych z okorowanych gałązek kasztanowca. Jedzenie takimi nierównymi pałeczkami wcale nie należy do prostych! 😉 Kasztanowiec symbolizuje „dobre krążenie, cyrkulację” – i ma zapewnić wszelkiego rodzaju „obieg” w nadchodzącym roku – przyjaźni, relacji, a także pieniędzy.

Pałeczki z gałązek kasztanowca
Pałeczki z gałązek kasztanowca

Po zjedzeniu ozoni wszyscy zabraliśmy się do jedzenia przygotowanych wczoraj dań o-sechi-ryōri. I tak, w naszym zestawie noworocznym znalazła się:

  • czarna fasolka (kuromame), której zjedzenie ma zapewniać przede wszystkim dobre zdrowie, a także symbolizować pieniądze i pracowitość.
  • ikra śledzia (kazunoko), która ma zapewnić liczne potomstwo w rodzinie w nadchodzącym roku (przy czym nie jest określone, czy mają to być dzieci akurat tej osoby, która ją zjadła, ale na wszelki wypadek wolałam nie ryzykować 😉 )
  • suszone sardynki (tazukuri) – kiedyś używane były przez rolników do użyźniania pól; mają zapewnić obfitość plonów. Dodatkowo, rybki są serwowane w całości, z oczami. Japońskie „oko” (me, ) symbolizuje pomyślność, bo jest zawarte w słowie omedetō ( お目出度う ), które wypowiada się składając najlepsze życzenia lub gratulacje.
  • „ciastko rybne” (kohaku-kamaboko), choć konsystencją przypomina raczej „rybne ptasie mleczko” na zewnątrz jest czerwone (różowe), wewnątrz – białe. Czerwony (podobnie jak w dawnych kultach słowiańskich) odstrasza złe moce, biały – symbolizuje czystość i świętość. Dodatkowo półkolisty kształt dania ma przypominać wschodzące słońce, symbol Japonii.
  • zawijany omlet (datemaki), znacznie grubszy od znanego nam zazwyczaj tamagoyaki, ma kształt zwiniętego zwoju. Zjedzenie datemaki ma przynieść osiągnięcia w dziedzinie nauki i dalszy rozwój kulturalny. Zjadłam więc. Dużo 🙂 Nie wiedzieć czemu wydawał mi się znacznie bardziej atrakcyjny niż ikra śledzia, choć wtedy jeszcze nie znałam ich symbolicznego znaczenia. Nie ma przypadków! 😉
  • krewetki (ebi) – podobno zawinięty kształt krewetki łączy się  z życzeniem długowieczności – jeśli pożyjemy wystarczająco długo, dorobimy się garba w kształcie zawiniętej krewetki…
  • korzenie roślin – nie można wzrastać i rozwijać się zapominając o swoich korzeniach. Byśmy wszyscy byli głęboko osadzeni i mogli się rozwijać, w Nowy Rok je się potrawy z korzeni. Dodatkowo, nie przypadkiem nasze noworoczne czarki do sake były ozdobione motywem przedstawiającym sosnę (jedna z podstawowych ozdób w okresie Nowego Roku) z długimi korzeniami.
  • korzeń lotosu (renkon) pełen jest dziur, jak ser szwajcarski. Te dziury to dobre perspektywy, które czekają nas w nadchodzącym roku.
  • rolada ze śledzia w wodorostach kombu (kobumaki) łączy w sobie efekt ikry śledzia, omletu i krewetki, zapewniając potrójne kombo: długowieczność, liczne potomstwo i osiągnięcia naukowe (niestety zjadłam. Ale tylko jeden kawałek, może akurat zadziała na długowieczność i edukację? 😉 ).
  • grzyby shitake – podobno kształt czapki grzyba przypomina beret noszony przez żołnierzy w dawnych czasach; zjedzenie shitake ma nam więc zapewnić końskie zdrowie i dobre samopoczucie.
Nowy Rok - Ganjitsu (3)
Noworoczne dania o-sechi-ryōri

N iedługo po śniadaniu przyszedł czas na hatsumōde (初詣) – pierwszą w roku wizytę w świątyni buddyjskiej lub chramie shintō. Święcie przekonana, że jedziemy do jakiejś pobliskiej świątyni, zgarnęłam do kieszeni aparat i zadowolona z siebie wpakowałam się do samochodu. Sto osiemdziesiąt kilometrów dalej i trzy godziny później… wysiadłam, bo staliśmy w wielokilometrowym korku do najważniejszej w całej Japonii świątyni shitnoistycznego boga Hachimana, w miejscowości Usa.

W drodze do Usa, prefektura Ōita
W drodze do Usa, prefektura Ōita
Korek do świątyni, już w Usa
Korek do świątyni, już w Usa
Napotkane po drodze. Natura zawsze tworzy najpiękniejsze rzeczy!
Napotkane po drodze. Natura zawsze tworzy najpiękniejsze rzeczy!

Zdaje się, że do świątyni udała się połowa mieszkańców Kyushu, jak nie jeszcze rodziny z innych wysp Japonii. Było zdecydowanie świątecznie i odpustowo. Co jednak zaciekawiło mnie najbardziej, to historia powstania chramu. Ponieważ nie ma co wymyślać historii na nowo, podaję co Jolanta Tubielewicz, jedna z twórców polskiej japonistyki i moja wielka inspiracja, pisze o chramie w Usa w książce Mitologia Japonii:

U schyłku V wieku dziwne rzeczy zaczęły się dziać w okolicach Usa na Kyushu (obecnie prefektura Oita). W pobliżu źródła wpadającego do jeziora Hishikata raz po raz ukazywały się niesamowite stwory. Czasem był to ośmiogłowy smok, czasem demoniczny starzec. Kto zobaczył te postacie, zapadał na tajemniczą chorobę, po czym nieuchronnie umierał. Ludność rejonu wpadła w panikę. Pojawił się wówczas nie wiadomo skąd stary człowiek, który podał, że nazywa się Oga Higi. Obiecał, że zwalczy złe moce prześladujące Usa. Zabrał się do tego dzieła dość ślamazarnie, bo trzy lata upłynęły, zanim osiągnął jakieś rezultaty. Przez te trzy lata stosował surową shintoistyczną abstynencję i dzięki temu zyskał boską potęgę. (…) Ukazał mu się trzyletni chłopiec, od którego biły oślepiające promienie. (…) Zjawisko zmieniło się w złotego sokoła i odleciało. Sokół przysiadł w gałęziach sosny na wschodnim brzegu rzeki Yakkangawa. W tym właśnie miejscu w 708 roku zbudowano chram (…). Po kilku przeprowadzkach w 725 roku nowa siedziba została usytuowana na wzgórzu Kameyama i od tego czasu chram rozrósł się i okrył niezwykłą sławą. Nazywa się dziś Usa-Hachiman-jingu. *

Usa-Hachiman-jingu (2)

Usa-Hachiman-jingu (3)

Usa-Hachiman-jingu (4)

Usa-Hachiman-jingu (6)
Podobno dotykanie „świętych drzew” przynosi łatwy poród. Jak ktoś zjadł za dużo ikry śledzia, to może nawet wskazane! 😉
Usa-Hachiman-jingu (5)
Niechciane noworoczne omikuji (przepowiednie) zostają w świątyni, żeby nie ciągnęły się za człowiekiem do domu

 

Drugi dzień Nowego Roku

 

Śniadanie, drugiego dnia Nowego Roku, rozpoczęło się od super słodkiej zupy z czerwonej fasoli – shiruko (汁粉). Po dodaniu do zupy grillowanych mochi uzyskujemy danie zenzai (ぜんざい). Muszę przyznać szczerze, że grillowane mochi w każdej postaci jest po prostu przepyszne! Po śniadaniu, na które nadal jedliśmy o-sechi-ryōri, przyszedł czas na odwiedziny pobliskich chramów shintō (tym razem było to na prawdę blisko, bo drugi dzień świąt, znów – analogicznie jak u nas w Boże Narodzenie – to czas odwiedzin rodziny). O samych chramach napiszę Wam więcej niebawem, gdyż przywiozłam z tej wyprawy mnóstwo przepięknych zdjęć. Z resztą sami zobaczcie:

 Kumano Jinja, Imari

 

Kumano jinja (1)

Kumano jinja (2)

Shishi z Kumano Jinja. Tak stary, że już zarósł zielonym futrem! ;)
Shishi z Kumano Jinja. Tak stary, że już zarósł zielonym futrem! 😉

Gōtōiwa –
„Kamień złodziei”

Kamień Zlodziei Goutouiwa (1)

Kamień Zlodziei Goutouiwa (3)

Kamień Zlodziei Goutouiwa (2)

Chram Yodohime, Okawamachi

Yodohime w Okawamachi (5)
Shishi z Yodohime, Okawamachi

Yodohime w Okawamachi (1)

Yodohime w Okawamachi (3)
Powróz shimenawa i święte drzewo
Shishi z co najmniej podejrzanym uśmiechem ;)
Shishi z co najmniej podejrzanym uśmiechem 😉

Trzeci dzień Nowego Roku – powrót do Tokio

 

Powiem tak – powrót do Tokio ostatniego dnia świąt zdecydowanie nie jest dla mięczaków 😉 Już dzień wcześniej telewizja NHK informowała o 50. kilometrowym korku na trasach wlotowych do stolicy, jednak nas miało to nie obchodzić – wracałyśmy shinkansenem i to z jednej z początkowych stacji. Korek zaczął się… na długo przed dotarciem do dworca, na wjazd na parking czekało się jakieś 20 minut, a to był dopiero początek.

Powrót do Tokio po Nowym Roku (5)

Tego dnia, raczej wyjątkowo, shinkansen Nozomi, najszybszy i najdłuższy z wszystkich, odchodził do Tokio co 15 minut. JR zmobilizował do pracy wszystkich swoich pracowników, bo wszystko przebiegało japońsko-sprawnie. Kojarzycie slalomy z taśm na lotnisku? Na dworcu czekało na nas takich… sześć. Wszyscy, zamiast usiąść i czekać, byli kierowani na sam koniec dworca by ustawić się w kolejce. Po pozakręcaniu się w jednym slalomie byliśmy przepychani do następnego, tego, który znajdował się bliżej wejścia na perony. I tak sześć razy. Czułam się trochę jak chomik, ale dzięki temu ciągłemu chodzeniu faktycznie człowiek miał wrażenie, że „coś” jednak robi i półtorej godziny minęło dość szybko.

Powrót do Tokio po Nowym Roku (4)

Na peronie również poproszono nas o sformowanie kolejki. Na szczęście tam zmienialiśmy ją tylko trzy razy i po kolejnych 40 minutach „nasza porcja ludzi” została wpuszczona do środka pociągu. Nie mniej, nie więcej, niż tyle, ile było miejsc – w końcu pociąg przed przyjazdem do Tokio miał się zatrzymać na kilku innych stacjach.

Powrót do Tokio po Nowym Roku (1)

Następni wsiadający mieli więc mniej szczęścia – podróżowali 300 km/h na stojaka, w przejściu, lub śpiąc na podłodze. Oczywiście zawsze można kupić bilety w tzw. green car, czyli wagonach z rezerwacją miejsc, tylko trzeba liczyć się z tym, że bilet będzie wtedy dwa razy droższy. Mój bilet (bez rezerwacji) na trasie Tokio-Hakata-Tokio kosztował 40 000 jenów (~ 1300 zł). Ech, gdybym tylko była turystką i mogła kupić JR Pass… (do czego Was zachęcam!) 😉

Szczęśliwego Nowego Roku!

 

Na koniec chciałabym bardzo podziękować M. i jej rodzinie, która tak serdecznie przyjęła nas – dwójkę nieznajomych – pod swój dach, w czasie tych rodzinnych świąt. Dziękuję po stokroć!

Izabela

 

* Tubielewicz Jolanta, Mitologia Japonii, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa, 1980, str. 114.

About

Z pochodzenia Sanoczanka, Japanofil, wolontariusz tęskniący za Afryką i etnograf-pasjonat. // Just a small town girl who always dreamed of travels and faraway places... Now Warsaw-based international relations analyst, travel blogger & folklore enthusiast, who cherishes nature, simple life & Irish traditional music. Japanophile. Addicted to haribo jellies & …red lipstick.

  1. Bardzo ciekawa i dokładna relacja z obchodów Nowego Roku na Kyushu 🙂 Obyś częściej Nam dostarczała takich wpisów. Ciekawi Mnie natomiast jak wyglądają spotkania z rodziną w drugi dzień świąt. Może napiszesz o tym coś więcej ? 😉

  2. Świetna relacja z obchodów nowego roku w Japonii 🙂 Miło jest dowiedzieć się, jakie panują zwyczaje i tradycje na drugim końcu świata, szczególnie od kogoś, kto widział i świętował te obchody razem z innymi Japończykami! 🙂

  3. Robert Jurgen

    Świetny tekst i świetne zdjęcia – czuje się atmosferę.
    Jestem pod wielkim wrażeniem.

  4. No tak, wielkie sprzątanie musi być i jak widać pod różnymi szerokościami geograficznymi ma ono znaczenie i symboliczne i dosłowne (czystość).
    Ja bym się w Japonii dobrze czuła, bo jednak z moim 160 w kapeluszu byłabym tam normalnego wzrostu i nie musiała zadzierać głowy, by z kimś pogadać 😉
    Ciekawy jest też zestaw potraw – wszystko wygląda bardzo smakowicie 🙂

  5. Wyglada fajnie. Bardzo podoba mi sie to, ze oni sami przygotowuja dekoracje. Mysle, ze taka tradycja daje o wiele wiecej satysfakcji.

  6. Jak zawsze ciekawy wpis i piękne zdjęcia 🙂 pozostaje mi tylko przyłączyć się do prośby, by wpisów było więcej! 😀

  7. Przeczytałam, choć duuuużo tego 😉 To jest właśnie plus blogów – wiem, że na pewno przeżyłaś to, o czym piszesz. Gdy otwieram gazetę lub popularne portale mam wrażenie (ba, w sumie wiem), że wszyscy korzystają z tego samego źródła. Dzięki!

  8. Asia | Byłem tu. Tony Halik.

    Bardzo chciałabym spróbować ozoni!
    A o Kōhaku Uta Gassen słyszałam wiele razy. Fajnie, że mogłaś tego wszystkiego doświadczyć u boku japońskiej rodziny. 🙂

  9. Super sprawa takie mieszkanie i możliwość faktycznego uczestniczenia w różnych obchodach i świętach. Daje to zupełnie inną perspektywę – nie obserwatora, który nie zawsze do końca wszystko rozumie. Sama się cieszę, jeśli udaje mi się dość zaprzyjaźnić z ludźmi z kraju, w ktorym mieszkam, by móc nie tylko podglądać, ale też uczestniczyć w ich życiu 🙂

  10. Matko, ta relacja jest niezwykle soczysta. Ciekawie czytać o obchodach tego samego święta w Zasiedmiogórogrodzie, ale najbardziej podoba mi się dzień wolny na sprzątanie przedświąteczne. Urodziny urodzinami, ale porządek być musi! Jedyne co to jakoś te potrawy mi nie leżą. Pierogów brakuje!!

  11. Sandra Cisek

    Jak dla mnie Twoje teksty są świetne!

  12. Japończycy mają dar pięknego układania jedzenia. Patrzę na te Twoje zdjecia i cieszę się, że jestem już po śniadaniu, bo mogłabym mieć troche problem. 😀 po drugie, super, że mogłaś tak blisko uczestniczyć w tych obchodach.

  13. Aleksandra Merecz

    Ooo, marzymy o Japonii w tym roku. Dzięki za tekst i przybliżenie nam jej trochę 🙂

  14. Iza, I don’t understand to read the article but from the pictures and it’s structures seems a great one! Congrats!!

  15. Weronika Leśnelicho

    Razem z poprzednim artykułem o robieniu o-mochi tworzą doskonałą całość. Bardzo mi się twarz cieszyła, gdy czytałam. :3
    Uderzać w dzwon podczas tego obrzędu to dla nie-Japonki wielki honor! 🙂
    Pozdrawiam i życzę licznego potomstwa (we właściwym czasie). 😀

  16. Oczywiście nie jestem w stanie z pamięci powtórzyć ani jednej nazwy 😀 Ale czekamy na Ciebie z utęsknieniem i zapraszamy do gotowania świątecznego. Mochi zanotowane i czeka na mistrzynię 😉 Jeszcze raz najlepszego w nowym roku 🙂

    • Dziękuję Tati! Tak, zbieram przepisy i będziemy gotować! 🙂
      SAMYCH WSPANIAŁOŚCI W 2016 :)))

  17. Jedzenie wygląda pysznie! Ale to złoto z potraw chyba bym powybierała 😛

  18. Pingback: "Doya" Targ Rybny w Yawatahama - Blog z podróży do Japonii

Dodaj komentarz

Psst... na tej stronie dostaniesz ciasteczko. (więcej informacji)

Ciasteczka (cookies) to małe pliki tekstowe, które zapisane na twoim komputerze ułatwią przeglądanie stron WWW. Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące cookies. Obowiązek poinformowania cię o ciasteczkach nakłada ustawa z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wszystko jasne, zamknij