japońskie społeczeństwo zapiski codzienne życie w Japonii

Społeczeństwo: dyscyplina i posłuszeństwo

Japońskie dzieci są bardzo zdyscyplinowane. My również chcielibyśmy takie mieć, o czym świadczą liczne wyrazy zachwytu nad krążącymi po sieci zdjęciami i infografikami pokazującymi japońskie dzieci sprzątające po sobie w szkole, segregujące odpady po wspólnym jedzeniu, porządkujące plac zabaw po wspólnej zabawie. Jakiś czas temu trafiłam też na poniższy (bardzo sympatyczny!) film ilustrujący co najprawdopodobniej stanie się, jeśli niechcący upuścimy portfel obok japońskiego dziecka:

Film jest bardzo budujący i owszem, ja również życzyłabym sobie takiej uczciwości i poczucia bezpieczeństwa wszędzie na świecie, nie tylko w Japonii. Niestety często w naszym zachwycie (nad czymkolwiek, nie tylko nad obcą kulturą) zapominamy o tym, że wszystko ma dwie strony medalu.

Dyscyplina i poczucie kolektywności to pierwsze rzeczy, jakie wpajane są dzieciom od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Niektórzy tłumaczą, że dzieci muszą uczyć się, by robić wszystko razem, bo to zwiększa ich bezpieczeństwo w razie wystąpienia trzęsienia ziemi, tsunami lub innej klęski żywiołowej czy katastrofy. To prawda, spokój i opanowanie Japończyków w sytuacjach kryzysowych również jest czymś, czego można im pozazdrościć. Jednak z drugiej strony, jeśli pierwsza rzecz, jakiej uczą się dzieci w szkole to wtórny instynkt stadny (wymuszona kolektywność) i bezwzględne posłuszeństwo, a nie dla przykładu – ciekawość świata (czego ja bym sobie w systemie edukacji życzyła), to ma to później bezpośrednie przełożenie na całe ich dorosłe życie.

Zdarza się, że Japończycy narzekają na brak zrozumienia ze strony obcokrajowców. Zachowują się wtedy podobnie do zepsutej księżniczki, która dobrowolnie zamknęła się na zamkowej wieży. Powtarzają w kółko, że ludzie z innych kultur nie pojmują ich mentalności i nawet nie podejmują wysiłku zrozumienia sposobu myślenia Japończyków. Cóż, słyszałam kiedyś, że do tanga trzeba dwojga. Japończykom w narzekaniu nie przeszkadza bowiem fakt, że sami nie kiwną palcem, by zrozumieć sposób myślenia ludzi z Zachodu (nie mówiąc nawet o swoich sąsiadach z Azji, których zwyczajnie uważają za dużo gorszych od siebie i niegodnych uwagi).

Japończycy raczej nie są narodem szczególnie ciekawym świata.  Zawsze podkreślają, że dobrze im tu, u siebie. Często argumentują, że są wyspiarzami, że od zawsze byli „inni” i nigdy nie czuli potrzeby wyprawiania się „na kontynent” – tu mają wszystko. Cóż, historia jakby dowodzi czego innego… i to nie tylko historia Japonii (bo gdyby nie wyprawy do Chin i Korei, nie było by tu praktycznie żadnego rozwoju cywilizacji, prócz pewnie kultury Ainów i rolniczych społeczeństw zamieszkujących Kyushu i Shikoku w okresie brązu), ale także historia choćby takiej Grecji, Wielkiej Brytanii, Skandynawów… ludzie jakoś od zawsze potrafili konstruować łodzie. Chcieć znaczy móc. Tylko właśnie, wpierw trzeba chcieć. Japończycy po pierwsze nie chcą ruszyć się z kraju sami z siebie, ale co więcej, są dość odporni na wszelkie próby wypchnięcia ich za granicę siłą. Kiedyś uczestniczyłam w spotkaniu z przedstawicielami Ministerstwa Edukacji. Gimnastyka, jaką uprawiają, by tylko móc zachęcić japońskich studentów do udziału w programach wymiany studenckiej jest zadziwiająca i… wciąż bezowocna. Stypendia finansujące 100% wyjazdu na studia do Europy czy Ameryki Północnej dla wszystkich chętnych bez wyjątku… ech, gdyby tylko w Polsce ministerstwo wpadło na taki pomysł, co by się działo! 😉

Wiecie, jaki jest główny powód niechęci młodych Japończyków do wyjazdu za granicę? Bariera językowa? To również, jednak główny powód to… rozmowy kwalifikacyjne do firm i korporacji, które rok rocznie odbywają się w maju. W ramach idei totalnej kolektywności społeczeństwa wszyscy przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne ze studentami w maju, by zatrudnić ich w… kwietniu następnego roku. Są to tzw. obietnice zatrudnienia, które składa się studentom 3-go roku studiów (jak widać pracę można sobie zapewnić nawet bez ukończonego wyższego wykształcenia). Działa to jednak w dwie strony – jeśli z jakiś powodów nie jesteśmy w stanie znaleźć pracy na 3-cim roku studiów (bo byliśmy za granicą, bo nikt nas nie chciał), nasze szanse na znalezienie pracy w następnej rekrutacji znacząco spadają. Jeśli do 2 lat po ukończeniu studiów nie znajdzie się „swojego kąta” w jakiejś korporacji, żegnaj kariero… witaj McDonaldzie.

„Gwóźdź, który wystaje, prosi się o młotek” – przysłowie japońskie

Ale wróćmy do pierwszego tematu, czyli zdyscyplinowania. Od młodości Japończycy uczą się, że nie wyróżnianie się z tłumu oraz pozostawanie w grupie w każdych okolicznościach to zachowania nie tylko społecznie akceptowane, co pożądane. Ja wiem, ten kraj ma bardzo dużą liczbę ludności. Dodatkowo ta duża liczba ludności skupiona jest tak naprawdę na bardzo niewielkim skrawku lądu – resztę pokrywają lasy i góry, małe miasteczka i wsie wyludniają się na rzecz tokijskiej aglomeracji, więc jeśli wszyscy zaczęliby robić wszystko indywidualnie, powstał by niemały harmider. Ukierunkowanie na grupę, które ktoś kiedyś pięknie nazwał instynktem stada sardynek dominuje później w każdym zachowaniu w dorosłym życiu. Nawet na studiach lub w pracy lepiej jest dla przykładu wyjechać na wakacje ze współpracownikami w ramach zorganizowanych wczasów, niż na własną rękę, z rodziną. Wszystko, co możemy robić razem jest lepsze niż to, co musielibyśmy robić osobno. Jak Minionki.

Japończycy jak Minionki

Dla indywidualistów wychowanych w europejskim systemie wartości, wolności myśli, możliwości wielokierunkowego rozwoju, jaką daje nam nasza kultura, taki system jest jak klatka. Po prostu. Przychodzisz i z rozpędu zderzasz się ze ścianą, a to boli. Społeczeństwo wyuczone jest bezwzględnego posłuszeństwa i postępowania od zakazu do nakazu. Dokładnie tyle i ani kroku dalej. Czasem w złości myślę sobie, że doprawdy nie wiem po co im w Japonii ta cała szumna demokracja, jeśli oni i tak nie mają pojęcia co z nią zrobić; równie dobrze odnaleźliby się w systemie totalitarnym – w końcu tam również wszystko funkcjonuje na zasadzie nakazów i zakazów. Kiedy „chotto muzukashi” (trochę trudne) oznacza „zupełnie niemożliwe” a „rekomendowany” znaczy „obowiązkowy”, to nadal wracamy do systemu, który pewnie sprawdziłby się w niejednym zakładzie karnym.

Wolność słowa? Ale po co komu wolność słowa, jeśli i tak nikt nie mówi tego, co myśli. Gdy jestem już bardzo zła na Japończyków przypomina mi się film Equilibrium (początek opisu filmu na filmwebie zaczyna się od słów: „w przyszłości, w miejscu o nazwie Libria, żyje społeczeństwo, które tłumi wszystkie emocje”…), w którym można było zostać winnym zbrodni odczuwania. Czasem wydaje mi się, że to wcale nie jest science-fiction. To po prostu Japonia w troszeczkę nowocześniejszej formie.

Shiodome the Blade Runner scene

Miałam dziś bardzo dziwne spotkanie. Ja, z wielkim turystycznym plecakiem załadowanym książkami i laptopem, udająca się do jednego z miejskich parków i młoda Polka w drodze na rozmowę kwalifikacyjną do jednej z japońskich korporacji stanęłyśmy w drzwiach zamkniętego peronu kolejki Yurikamome. Kolejka nie jeździła. Biedna, starsza pracownica stacji próbowała poradzić sobie z tłumem, który albo za nic miał jej informacje o nie kursowaniu pociągu, albo zwyczajnie nie rozumiał po japońsku (jest to najbliższa stacja przy międzynarodowych akademikach). Trzeba było zmienić trasę. Na szczęście na moją wyspę pośrodku niczego dojeżdża jeszcze linia Rinkai, więc po drodze na stację Tokyo Teleport miałyśmy chwilę na krótką rozmowę. I powiem Wam, że nie mogę przestać o niej myśleć. Znów poczułam się jak nie z tego świata. Kiedyś myślałam, że to zwyczajnie kwestia różnic kulturowych, że Wschodu z Zachodem nie da się tak po prostu ożenić. Ale wychodzi na to, że to ze mną jest coś nie tak, że to ja, może mój charakter, mój indywidualizm nie radzi sobie w systemie tego ekstremalnie homogenicznego społeczeństwa.

To, że udawała się na rozmowę kwalifikacyjną było widać z daleka. Biała, schludna koszula z kołnierzykiem, czarna marynarka i czarna, gładka ołówkowa spódnica za kolano oraz czarne buty na malutkim obcasiku z zakrytymi palcami to typowy (rekomendowany = jedyny właściwy = jedyny akceptowalny) strój dla wszystkich, którzy udają się na rozmowę kwalifikacyjną o pracę. Zdziwiłam się widząc ją w tym stroju, gdyż właśnie mamy środek Golden Week (taka bardziej wypasiona wersja polskiej majówki), a dziś jest japońskie święto narodowe – Dzień Konstytucji. Dla Polaków mieszkających w Japonii jest to nawet podwójny Dzień Konstytucji (w obu krajach przypada na 3-go maja). W Japonii 3, 4 i 5 maja to święta narodowe – dni wolne od pracy. Kto do cholery idzie na rozmowę kwalifikacyjną w święto narodowe?! Mojego zdziwienia nie dało się ukryć, ale odpowiedź chyba jeszcze bardziej zbiła mnie z tropu: „No tak, a właściwie to co w tym dziwnego?”

(zasadniczo, gdybym chciała odpowiedzieć, to nie wiedziałabym od czego zacząć, bo to wydawało mi się oczywiste – bo jest święto narodowe? Bo rok ma 365 dni i kto zmusza pracowników do przyjścia do pracy i przeprowadzania rozmów kwalifikacyjnych w święta (nawet nie w głupie weekendy, tylko w święta, które w takiej ilości kumulują się tylko raz do roku)? W końcu dlatego, że była to rozmowa o pracę w japońskiej korporacji, która ma się rozpocząć 1 kwietnia 2017 roku, więc jest jeszcze prawie rok, żeby przeprowadzić tą rozmowę nie w dzień świąteczny?)

Moja rozmówczyni była w pełni przekonana, że to normalne i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie pierwszy i nie ostatni raz zupełnie zbaraniałam. Chyba zdecydowanie coś jest nie tak z moim systemem wartości. Mimowolnie wyobraziłam sobie ją przy jakimś malutkim biureczku koło wejścia lub przy schodach, wciśniętą między ekspres do kawy i kserokopiarkę. Stereotypy. Pamiętacie książkę Amelie Nothomb Z pokorą i uniżeniem? Zdaje się, że od tego czasu chyba niewiele się zmieniło.

Podobno japońskie firmy stawiają teraz na zagranicznych pracowników, którzy nie byli wychowani w japońskim systemie posłuszeństwa i służalczości; takich, którzy nadal potrafią myśleć poza ramką. Pomyślałam – no tak, to zupełnie jak na mojej uczelni. Niby stawia się na współpracę i międzykulturowość, a jednak od wszystkich, w tym studentów z Europy wymaga się instynktu stadnego sardynki. System zakazów, nakazów i rekomendacji reguluje całe życie studenckie, a inicjatywa i kreatywność nie są najmilej widziane. Stawia się na zajęcia grupowe, najlepiej takie, które są dobrze widoczne – jak grupowe pozostawanie po godzinach zajęć lub przychodzenie na uczelnie w weekendy. Ja nigdy nie przepadałam za dzikimi tłumami, ale chyba jeszcze bardziej nie lubię nieefektywności i marnowania czasu. Tutaj niestety jedno i drugie bez przerwy idą w parze.

Salaryman

Kiedyś wpadła mi do rąk książka o salarymanach, w której Japończycy pokazują, zdaje im się, że w pozytywnym świetle, życie typowego pracownika biurowego japońskiej korporacji. Ja natomiast czytając ją śmiałam się przez łzy, bo książka z jednej strony wychwala pełne poświęceń życie współczesnych samurajów biznesu (podkreślając przy tym wyraźnie, że japoński salaryman i amerykański businessman to dwa, zupełnie odmienne style – z czym się zresztą zgadzam), to również, zupełnie niechcący, pokazuje jak głęboko chore są współczesne relacje społeczne, jak wielkim i nieodwracalnym kosztem okupiony został japoński sukces gospodarczy – utratą podstawowych wartości i więzi społecznych, rozpadem rodziny.

Książka ta, do której jeszcze wrócę na blogu, opisuje m.in. typowy dzień salarymana. Po kilkunastu stronach o jego „życiu” następuje opis życia typowej japońskiej żony. Opis ten mieści się na jednej stronie, wraz z obrazkami. Według autora książki stereotypowa żona salarymana wstaje o 6:30, by podać mężowi śniadanie, a następnie zastyga przed telewizorem (dosłownie napisane jest „she stays frozen in front of TV” ) do czasu powrotu męża późnym wieczorem, kiedy może mu podać kolację. To naprawdę wiele mówi o tym, jak społeczeństwo postrzega tych, którzy nie pracują w korporacji (oczywiście pomijam już takie rzeczy, że szanowny autor zapomniał o tym, że dzieci nie odprowadzają się same, dom się sam nie sprząta, zakupy nie robią, pranie nie pierze a obiad się sam nie gotuje). Dosłownie kilka dni temu miałam okazję wybrać się na Tokio Hobby Show – trzydniową imprezę w Tokyo Big Sight, na której na czterech wielkich halach pokazowych mieściły się chyba wszystkie możliwe rodzaje hobby. Organizatorzy podali, że 90 procent osób biorących udział w targach to kobiety. Można się tam było dowiedzieć wszystkiego o szyciu, haftowaniu, zdobieniu, malowaniu, decoupage, układaniu kwiatów i tysiącu innych robótek ręcznych, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia.

Tokyo Hobby Show

Ponownie chcę nawiązać do dzisiejszego spotkania z Polką. W trakcie naszej krótkiej rozmowy padło stwierdzenie, że chyba nie bardzo byłabym w stanie pracować w japońskiej korporacji; za bardzo cenię sobie możliwość swobodnego myślenia i elastycznego działania; nie bardzo radzę sobie w sztywnych ramkach przy „umysłowej taśmie produkcyjnej”, że czasem trzeba dać upust kreatywności. Moja rozmówczyni odparła, że to wcale nie tak; że – dla przykładu – posiadanie hobby jest bardzo dobrze postrzegane w Japonii. Na przykład w  czasie rekrutacji, gdy przekazujemy nasze CV. Tam, w odpowiednim miejscu należy wpisać czym się interesujemy.

Acha. „Należy” , „w odpowiednim miejscu” , „dobrze postrzegane”… No tak, bo zazwyczaj hobby mamy po to, by móc je wpisać do CV, czyż nie? Od zakazu do nakazu… Ręce mi opadły. Wychodzi na to, że można się zjaponizować nawet w dorosłym życiu. Tylko czy możliwa będzie resocjalizacja wtórna? 😉

Ten tekst powstał 3 maja i trafił do „szkiców”. Jeśli w ogóle kiedykolwiek ujrzałby światło dzienne, to zapewne dopiero po moim powrocie do Warszawy. Jednak za sprawą pewnej Maiki z bloga Tokyo Pongi (polecam ♥) i jej dzisiejszej przygody, którą mam nadzieję, że kiedyś opisze, postanowiłam, że nie ma co ukrywać. Różowo nie jest i nigdy nie było – każdy kraj i każde społeczeństwo boryka się ze swoimi problemami, Japonia również. Bez skazy, to są tylko kolorowe obrazki, które media wtłaczają do głów turystom.

Na koniec chciałabym podkreślić – to jest tylko moja opinia (nie, to nie jest analiza), oparta na moich doświadczeniach, spostrzeżeniach i przemyśleniach. Ty możesz mieć inną. Ba, Ty powinieneś mieć inną. W końcu chyba nie jesteś mną, nieprawdaż?

Zachęcam do podzielenia się swoimi uwagami w komentarzach 🙂

Izabela

About

Z pochodzenia Sanoczanka, Japanofil, wolontariusz tęskniący za Afryką i etnograf-pasjonat. // Just a small town girl who always dreamed of travels and faraway places... Now Warsaw-based international relations analyst, travel blogger & folklore enthusiast, who cherishes nature, simple life & Irish traditional music. Japanophile. Addicted to haribo jellies & …red lipstick.

  1. Kamil Jachnicki

    Wpis bardzo mi się podoba 🙂 Natomiast funkcjonowanie ich społeczeństwa jest beznadziejne.

  2. Małgosia Ślesińska

    Wpis super, ale rzeczywiście nic fajnego. Uwielbiam Japonię, ale pracować bym tam nie mogła. Z racji pracy mam do czynienia wirtualnie z Panią z Japonii – dane przysyła mi o 11 wieczorem tokijskieego czasu :). Ale bardziej mnie denerwuje, że za cholerę nie umie przyznać się do błędu… ostatnio spędziłam z nią na słuchwkac poad godzinę żeby się dowiedzieć… NIC. Totalne nic.
    Gdzieś czytałam, że ten kolektywizm powoli się zmienia, tzn. coraz młodsze pokolenie nie chce już tak pracować jak ich rodzice. I chyba korporacje międzynarodowe dają im taką możliwość, bo ponoć zabijają się (w przenośni) o pracę tam…

  3. Anna Rzepecka

    Przeczytane, ale na szczęscie zdarza sie spotykać japończyków działających poza systemem 😉

    • Anita Nowotka

      Myślę, że młodzi Japończycy którzy mają naprawdę dość, zwykle wyjeżdżają. Poznałam właśnie dziewczynę, która od dwóch lat podróżuje po świecie (właśnie po raz drugi zawitała do Polski 🙂 ), a pracuje i mieszka w Australii. druga znajoma z kolei studiuje w Polsce i jak twierdzi – nie zamierza wracać, bo zmęczyła ją nijakość/brak zainteresowań jej rówieśników, zajętych pracą, pracą.. a, i jeszcze pracą.

  4. Malwina Hołownia

    wpis super 🙂 zaobserwowałam pewną prawidłowość – jak przyjeżdżają do Moskwy turyści albo spotykam się ze znajomymi w Polsce opowiadam im o plusach Moskwy, jak spotykamy się z Polakami, mieszkającymi tu, rozmowa schodzi na minusy, a Rosjanie uwielbiają godzinami narzekać i słuchać moich gorących zaprzeczeń, że wszystko jest super. Myślę, że w każdym kraju jest coś co doprowadza przyjezdnych do szaleństwa, mogę o tym rozmawiać z innymi ekspatami (tak jak Ty z tą Polką), ale mówić o tym tubylcom uważam za nietakt. Tak jak napisałaś – to Twoja optyka, masz do niej prawo, tak jak oni mają prawo tkwić w swojej japońskości. Pozdrawiam (i czekam w Moskwie, spodoba Ci się :))

  5. To co opisujesz jest przerażające. (Pozwolę sobie mieć podobną opinię, jak Ty, bo nie uważam, że POWINNAM mieć inną. :p)
    Nie jestem jakimś znawcą Japonii, ale nawet z tych informacji, które czasem do mnie docierają, mogę wywnioskować, że faktycznie tak to u nich wygląda. Wydaje mi się też, że styl życia Japończyków pod pewnymi wzgledami tak naprawdę zawsze był nie do zaakceptowania przez ludzi zachodu, a kultura materializmu tylko to pogłębiła.
    Żal mi Japończyków, bo pomimo tych wad, mają też cechy, które podziwiam np. wrażliwość, subtelność, poczucie humoru. Ja widzę je przede wszystkim w tworzonej przez nich sztuce.
    Czy w Europie zaczyna być podobnie? Wydawać by się mogło, że Europejszycy nigdy nie będą tak ekstremalni jak Azjaci, ale popatrzmy na przykład Szwecji. Od wielu lat tworzy się tam taka europejska Japonia – ugrzeczniona, poprawna politycznie…
    Podobno Polacy są narodem indywidualistów. Chciałabym, żeby tak pozostało. 🙂 U nas też zaczynają wprowadzać jedyne słuszne prawdy. W szkołach nie uczy się myślenia. Liczy się tylko praca zespołowa, a nie ma miejsca na indywidualizm. Najważaniejsza jest praca i pieniądze (ostatnio spotkałam się z koncepcją pracy od 9 do 18, z włączoną godzinną przerwą na obiad – a gdzie tu miejsce na spędzenie czasu z rodziną?)
    Trochę sobie ponarzekałam. 🙂 Żeby nie było tak pesymistycznie, to powiem, że moim zdaniem Polacy mają potencjał, żeby się temu przeciwstawić. Tylko trzeba zdać sobie sprawę z tego jaka jest sytuacja i potem starać się być normalnym człowiekiem, czyli myślącym i kochającym.
    Zastanawiam się, czy ktokolwiek w Japonii zdaje sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak? Czy Japończycy poruszają ten swój problem społeczny, czy to tylko obcokrajowcy o tym mówią?

  6. Nie spędziłem tyle czasu w Japonii co Ty, ale w wielu kwestiach odczucia mam bardzo podobne. Zbliżony obraz rzeczywistości rysuje się po lekturze tego bloga: http://japaneseruleof7.com/ Tylko nie wiem, czy autor czasem nie przesadza, a jeśli nie, to jest w sumie jeszcze gorzej. Choć i tak bardzo ciekawy kraj i ludzie.

  7. Filip Fingal Ginalski

    I niby się zgadzam w 100%.

    Ale jak posiedzę w centrum nauki z kolejnymi falami dzieciaków z wycieczek, z których to dzieciaków każdy ma pod dekiel wgrane „JAAA! JAAA! JAAA! MNIE! O MNIE! JAAA!” i w swoim kinderburackim indywidualizmie nie ogarniają tak prostych zasad jak np. „najpierw z windy wychodzą ludzie, potem wsiadasz”, to nieco tęsknię do japońskiego modelu tresury 😉

    Na szczęście ostatnio rzadko muszę to znosić 😛

  8. Filip Fingal Ginalski

    Also – wydaje mi się, że to kwestia tego, iż przeraża nas nie tyle odmienność, co własne odbicie w obcej kulturze. U nas indywidualizm jest jakoby zaletą, ale to tylko powierzchowne wrażenie. Korporacje, uczelnie i wiele innych instytucji nadal wymagają stania w szeregu i niewychylania się. Oczywiście jest to na wszelkie sposoby maskowane (np. niedawna moda na korporacje „rodzinne”), negowane, tuszowane. Prawdę powiedziawszy – ciężko w świecie zachodnim o prawdziwy indywidualizm.

    Japończycy tymczasem się z tym modelem nie kryją.

  9. Amen. Jest dokładnie tak jak piszesz. Też słyszę ciągle, że stawiają na zagranicznych pracowników, ale jednak jak już ich mają, to i tak dążą do tego, żeby ich sformatować na japońską modłę. W mojej pracy nie można nic zrobić inaczej, nie można zaproponować najmiejszej zmiany, nawet takiej, która pozwoliłaby wszystkim zaoszczędzić i czas i pieniądze. Nie, wszystko ma być tak jak było „zawsze”. Wszechobecne zasady, nakazy i rekomendacje trwale oduczyły Japończyków jakiejkolwiek samodzielności i inicjatywy. Gdy w pracy nie dostaną instrukcji, stoją bezradnie i nie wiedzą co mają ze sobą zrobić. A odnośnie salarymanów, to już naprawdę nie rozumiem jak można z nich robić symbol do naśladowania, dla mnie salaryman to najsmutniejszy człowiek świata. Obgadamy to jeszcze na żywo 🙂

  10. Marzena Badziak

    Ciekawy tekst!

  11. A co z rzeszami starszych Japończyków podróżujących tłumnie po świecie?

    Brakuje tego troche w tym spojrzeniu

    • Bynajmniej. Oni stanowią już zupełnie odrębną grupę społeczną. Nie można być emerytem i salarymanem zarazem. W chwili przejścia na emeryturę Japończycy dostają jednorazowo „premię” w wysokości dwuletnich zarobków. To całkiem sporo. Ci szczęśliwsi wyruszają wtedy w swoją wymarzoną podróż objazdową po Europie/Ameryce, ci mniej szczęśliwi lądują na sali sądowej, bo okres zaraz po wspomnianej wypłacie to ulubiony czas żon salarymanów by „wziąć rewanż za te wszystkie lata” i uszczknąć jak najwięcej z wypłaty końcowej męża.

      Ci, którzy udają się na wspomniane grupowe wyjazdy „rzeszy starszych Japończyków” zawsze podróżują w dużych grupach, w sposób zorganizowany. Większość z nich nie mówi w żadnym innym języku, niż japoński. Owszem, jedzą europejskie potrawy, robią dużo zdjęć, jednak nigdy nie opuszczają swojej wygodnej „bańki kulturowej”, w której przybyli do Europy. Nigdy nie następuje „spotkanie kultur” ani też nigdy nie są narażeni na konieczność opuszczenia swojej „strefy komfortu”. Wszystko jest zaplanowane, zorganizowane, do wszystkiego jest instrukcja obsługi, plan zwiedzania, jak to na wycieczkach objazdowych. To z resztą nie dotyczy tylko Japończyków, takie są zwyczajnie uroki zorganizowanego wypoczynku.

      Grupa, którą warto w tym momencie wymienić, to młodzi Japończycy. Ci, którzy nie boją się wyruszyć samemu, z plecakiem, nawet nie boją się zaryzykować swojej przyszłej dożywotniej kariery w korporacji. Wyruszają na Couchsurfing, poznają nowe kultury, przełamują bariery. Takich młodych warto wspierać przy każdej możliwej okazji 🙂
      Ja młodemu pokoleniu Japończyków dopinguję bardzo mocno, choć lekko nie mają ze względu na duże ciśnienie spowodowane starzejącym się społeczeństwem. Ale to właśnie w nich jest nadzieja, więc muszą się jakoś trzymać! 🙂

  12. Klaudiusz Grabowski

    Izabelo masz rację w 100 % …tylko dlaczego się tak dziwisz ? Skoro znajdujesz się na wyspach dziwolągów, to prawie wszystko będzie dziwne 😉 Mnie te dziwactwa urzekły i bardzo dobrze, że jest takie miejsce na ziemi -to dodaje jej kolorytu 🙂 A poza tym Japończycy nikogo na siłę do siebie nie importują -tak więc: DERU KUI-WA UTARERU !

  13. witam powiem szczerze że mnie nie przerażają zakazy i nakazy bo jestem osobą która bardzo łatwo się adaptuje do środowiska i otoczenia. Chciałbym zapytać czy nie orientujesz się czy łatwo znaleźć prace w Japonii głównie chodzi mi o duże miasta takie jak Tokio itp.

    • Adrian, to zależy. Zależy od Twojego wieku, wykształcenia, branży, w której chcesz pracować i oczekiwań (np. wynagrodzenia).
      Nie powiedziałabym, że Tokio jest najłatwiejszym miejscem na świecie do znalezienia pracy, ale wszystko to jest kwestią indywidualną. Warto szukać kontraktów i kontaktów póki nadal jesteś w Europie. Na pewno są strony internetowe zrzeszające ekspertów z Twojej dziedziny.
      Podsyłam Ci również link do tekstu na zaprzyjaźnionym blogu: http://tokyopongi.com/praca-w-japonii-dla-cudzoziemca/

  14. Izo, trudno się nie zgodzić z tym, co napisałaś, bo to świetna analiza japońskiego społeczeństwa. Choć siłą rzeczy pewnie dość mocno uogólniona, w której jakieś wyjątki się znajdą. Mnie najdobitniej uświadomiła gdzie jestem i z czym mam do czynienia atmosfera japońskiej uczelni, z którą Ty również masz przyjemność obcować 😉 Niby międzynarodowe środowisko, niby miejsce zrozumienia różnych kultur, a wszędzie instrukcje, wytyczne, przepisy, reguły. Oczywiście wg japońskiego punktu widzenia. Prowadzenie dorosłych ludzi za rączkę, które osiąga wyżyny absurdu. I jeśli w takim „międzynarodowym” środowisku tak jest i mało kto się temu sprzeciwia, to wiem, że to nie moja bajka. Chwała tym, którzy potrafią wyłamać się z takich ram, zresztą to dotyczy nie tylko Japończyków. Polskie „co ludzie powiedzą” też tu można dać za przykład, że indywidualizm to często bardziej w teorii, niż w praktyce.

  15. Dziękuję za dokładną analizę społeczności w Japonii. Do tej pory miałam wyidealizowany obraz samej Japonii i ich mieszkańców. Pojęcia nie miałam o tych instrukcjach, nakazach, wytycznych, z których zboczyć nie można.
    Serdeczności zasyłam.

    • Ultra, nie powiedziałabym, że to dokładna analiza, bo nie jestem socjologiem. Raczej moje obserwacje, na dodatek wymieszane z emocjami, co raczej nie wpływa na jakość dobrej analizy. Szczęśliwie to tylko blog 😉 na blogu emocje jak najbardziej mogą mieszać się ze wszystkim. Jak wrócę, ochłonę, porozmawiam z socjologiem kultury i doczytam, to będę mogła się pokusić o analizę 😉
      Tymczasem – nic nie jest czarno-białe. Teraz powinnam napisać o garstce wyjątkowych Japończyków, którzy są moimi znajomymi i których bardzo lubię. Dla równowagi 🙂

  16. Pozdro z KRLD

    Jest jak mówisz. Mieszkam w Japonii i pracuję w japońskiej firmie i ciagle walę głową w beton. Już się poddałem. Niestety trzeba schować głowę w piasek, posypać popiołem i tylko przepraszać, bo i tak wszystko zawsze jest twoją winą, bo jestes gaijin.

  17. Przyznam, że do tej pory czytałam białe relacje tych, którzy pojechali na wycieczkę i opisywali zewnętrzny i widoczny blichtr. Powierzchowna wiedza nikomu nie służy, utrwala tylko stereotypy. A przecież chodzi o to, że się różnimy, nawet nie zawsze pięknie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Ultra, napisałaś coś niesamowitego:
      „(…) chodzi o to, że się różnimy, nawet nie zawsze pięknie.”
      Dziękuję Ci za to, nawet przepiszę do zeszytu z sentencjami. Serio! 🙂

  18. A mi się podoba japońska dyscyplina. Chyba bym się odnalazła.
    Indonezyjczycy też stawiają na pracę zespołową. Może to taka azjatycka uroda. Tyle, że nie dbają o zasady. Japończycy włosy sobie z głowy rwali, kiedy moja indonezyjska grupa przechodziła przez ulicę, albo wsiadała do shinkansenu.
    Ale- ludzie są różni. Niektóre moje koleżanki Japonki są zupełnie nie japońskie.

    • Ewa, czasem „chyba” nie wystarcza 😉 choć fakt, że wiele zależy od osobowości. Niestety z tego co wiem, nawet osoby uległe, które nie buntują się, odchorowują w mniejszym lub większym stopniu presję, którą wymuszają japońskie korporacje na swoich pracownikach.
      Ludzie są różni, dlatego też to nie będzie ostatni wpis o społeczeństwie. Tak, oczywiście, poznałam tu nietuzinkowe osoby, bardzo je lubię. Niemniej wszyscy mają jedną cechę wspólną – żyli, studiowali lub często podróżują za granicę. I z tego co wiem z opowieści innych, to jest czynnik dominujący. Jeszcze o tym napiszę 🙂 No i o moich fajnych znajomy oczywiście też, przecież w życiu nic nie jest czarno-białe, ale warto znać obie strony. Nie chciałabym, by mój blog był tylko lukrowaną laurką, gdy rzeczywistość pełna jest odcieni szarości.

    • Ja jestem mało uległa! Ale po prostu chciałbym w końcu popracować z ludźmi zdyscyplinowanymi. Dzisiaj miałam rozmowę z Japonką (sic!) na temat tego, jak męczy nas tutejszy styl. Obie nie możemy tego znieść. Wprawdzie wysunęłam tezę, że może jestem szalona i się czepiam. Ale jej zdaniem to tubylcy są dziwni. Inna skrajność.

  19. Moje wyobrażenie o Japonii kraju bogatym i niewiarygodnie pięknym rozmyło się z chwilą dotarcia do Tokio .Owszem zaawansowane technologie nie odzwierciedlają zamoźnosci Japończyków raczej są zapracowani i niewiele zarabiają. Ich mieszkania ciasne ,plastikowe ,słabo urządzone nawet w sprzęt RTV,AGD i inne…po prostu ich nie stać.Firmy często uzależniają pracowników dopłacając do mieszkania i dojazdów do pracy ponieważ komunikacja i czynsze są drogie. Zastanawiałam się jak radzą sobie ze śmieciami gdyż wszystko co sprzedają jest kilkakrotnie zapakowane jednak w tak potężnym Tokio śmieci nie uświadczysz a koszy ulicznych jak na lekarstwo z wyjątkiem na plastikowe butelki przy automatach na napoje. Wąskie uliczki i potężne budynki przytłaczają.Są miejsca gdzie można liznąć trochę kultury japońskiej jednak spodziewałam się więcej egzotyki. Dopiero w Kioto poczułam ten powiew japońskiej historii aczkolwiek to też nowoczesne miasto.W odbudowanej Hiroszimie jest więcej przestrzeni jak dla mnie więcej przestrzeni do życia.

    • Tak, miałam bardzo podobne odczucia. Japończycy niewiele korzystają z dobrodziejstw, których są twórcami – zarówno jeśli chodzi o nowoczesną technologię, jak i kulturę tradycyjną. Ciężko pracują, nie mają czasu na „życie”. Znam kilka osób, które uciekły z tokijskiej korporacji by prowadzić rodzinny zajazd gdzieś na Kyushu, jednak należą one do rzadkości.
      Dziękuję BARDZO za odwiedziny i ten komentarz!

Dodaj komentarz

Psst... na tej stronie dostaniesz ciasteczko. (więcej informacji)

Ciasteczka (cookies) to małe pliki tekstowe, które zapisane na twoim komputerze ułatwią przeglądanie stron WWW. Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące cookies. Obowiązek poinformowania cię o ciasteczkach nakłada ustawa z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wszystko jasne, zamknij