zapiski codzienne

Tydzień #3: Szok kulturowy

Trudno się przyznać do szoku kulturowego, kiedy studiowało się język, historię i obyczaje danego kraju przez wiele lat. W samej Japonii byłam już dwukrotnie – raz turystycznie, raz służbowo, więc zdawało mi się, że „już nic mnie nie zaskoczy”. Otóż nie 🙂

Nie sądziłam, że zatęsknię do Europy. Nigdy podczas wcześniejszych podróży (ze 100 lotów się spokojnie uzbierało) nie doświadczyłam tego, jak bardzo jestem zakorzeniona kulturowo w Europie. Zawsze chciałam być taka kosmopolityczna 😉 Teraz mam pewność, że niezależnie czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, wrośliśmy w Europę jak wielki dąb w skałę. Możecie się śmiać, ale tak jest! Nauczyliśmy się naszego (europejskiego!) sposobu myślenia i postępowania, naszego, wspólnego dla całej Europy kodu kulturowego, który sprawia, że i w Rzymie, i w Lublinie czujemy się jak w domu. Państwa Azji i Pacyfiku tego nie mają, wiecie? Może jest to kwestia niewielkiej ilości granic lądowych? Nie wiem, choć temat wydaje się być intrygujący. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam, uświadomił mi to dopiero japoński profesor. Mamy w Europie znacznie silniejsze więzi (ale tego przecież nie widzi się „od środka”) niż nam się mogłoby wydawać.

Wiem, że ostatnimi dniami moja kondycja psychiczna nie należy do najmocniejszych i mam też świadomość, że to minie, bo nasza psychika jest skonstruowana tak, by przetrwać. Koniec końców człowiek przystosuje się do wszystkiego, jak karaluch. Jednak w tej chwili zauważam kilka rzeczy, których nie widziałam i nie doświadczyłam jako turystka lub członek delegacji. Wtedy wciąż byłam „po drugiej stronie lustra”, nigdy nie stając się częścią japońskiego społeczeństwa (i nadal tą częścią nie jestem, jednak to społeczeństwo stało się moją rzeczywistością).

To tak, jak ze spacerowaniem aleją pełną eleganckich restauracji – gdy jesteś gościem widzisz jedynie piękny ogródek, uśmiechniętą obsługę, czujesz aromat kawy zapraszający Cię do środka. W tym samym czasie na uliczce wychodzącej na zaplecze kot wyciąga ze śmietnika niedojedzoną przez klienta rybę, huczą wentylatory, ktoś wylewa pomyje, a kartony z dostawą czekają na rozpakowanie i „wejście na stół”.

Tydzień #3 Szok kulturowy

Czego nie zauważałam będąc turystką w Japonii:

  • biurokracji, która została podniesiona do rangi sztuki (jak układanie ikebany, formowanie drzewek bonsai i reszta, wiecie);
  • tego, że „nie da się” jest uniwersalną odpowiedzią na wszystkie prośby i zapytania, niezależnie od ich charakteru i materii;
  • tego, że słowo „możesz” w 75% przypadków oznacza „powinieneś” i w 20% „jesteś zobowiązany”. Pozostałe 5% obejmuje faktyczne „masz taką możliwość”, choć w domyśle jest często „ale lepiej byłoby, gdybyś jednak…”;
  • faktu, że do wszystkiego potrzebne jest „szkolenie wstępne”, czyli tzw. orientation. Bez orientation nie wydarzy się nic. Więc mamy orientation jak drukować kartki w drukarce, jak wyrzucać śmieci i jak obsługiwać automat z napojami. Na siłownię też  nie można pójść ot tak, bez wcześniejszego zapisania się na listę chętnych na orienation w biurze studentów;
  • tego, że pakowanie absolutnie wszystkiego może jednak przeszkadzać. Gdy jesteś turystą eleganckie pakowanie każdego Twojego zakupu wręcz zachwyca. Magnesik, pocztóweczka, furoshiki, tradycyjne ciasteczko – wszystko dostaniesz owinięte w śliczny papierek, z naklejeczką, kokardeczką i jakby się dało, to pewnie dzwoneczkiem; jest super, prezenty są już zapakowane (nawet jeśli są tylko dla Ciebie 😉 ) i najlepiej od razu je podpisać, bo z doświadczenia wiem, że po upływie dwóch dni trzeba będzie to wszystko odwinąć i sprawdzić co, gdzie, dla kogo i po co w ogóle. Sprawa ma się natomiast zupełnie inaczej, gdy w dresie idziemy do pobliskiego centrum handlowego po… dajmy na to peeling pod prysznic. I pani ceremonialnie pobiera od nas ów peeling, odkłada, owija tasiemką, okręca papierkiem, dokleja wizytóweczkę sklepu, umieszcza w papierowej torebeczce, dokłada broszureczkę z produktami i kuponiki na zniżeczki jakbyś chciał przed Bożym Narodzonkiem coś jeszcze kupić. A Ty, biedaku, w tym niemodnym dresie, chciałeś tylko kupić cholerny peeling i pójść do domu;
  • ogólnego przekonania, że jeśli coś przychodzi Ci z łatwością, to znaczy, że jest to dla Ciebie złe. Powinieneś zająć się tym, co przynosi Ci największą trudność, by móc się doskonalić. Nikogo nie obchodzi czy będzie Ci to do czegokolwiek potrzebne i czy jest to najzwyczajniej zgodne z Twoimi predyspozycjami (z resztą o czymś takim chyba nikt nie słyszał). „Ruch jest wszystkim, cel jest niczym”, czy jakoś tak…

Japończycy kompletnie nie rozumieją europejskiego poczucia humoru. Niestety vice versa. Poza tym nikt nie wie kim jest Marty McFly z „Powrotu do Przyszłości” , choć według filmu ma przybyć do 2015 r. właśnie dziś! Już spodziewam się pytań typu „Ale kim jest ten Kevin? To jakaś twoja rodzina?” w Boże Narodzenie. Przy okazji tematu – tak, już od ponad tygodnia można śmiało zamawiać torty truskawkowe na Boże Narodzenie. Supermarkety w Tokio już rozpoczęły kampanię.

Jak sobie radzę:

  • Jeżdżę na moim rowerze, który jest za mały i nie ma pedałów oraz którego nie udało mi się zarejestrować na komisariacie policji, a wszyscy Japończycy mnie straszą, że „jak mnie złapią to będzie wieeeelka bieda”. No to nic, czekam. Czekam jak na trzęsienie.
  • Znalazłam chleb. Taki prawdziwy, wiecie. I masło z Hokkaido, choć nie wiem dlaczego jest na nim napisane „fermentowane”. Nie pamiętam, by masło przechodziło proces fermentacji, ale może się mylę. W każdym razie smakuje jak masło.
  • Słucham WyldWood Radio. Słuchanie radia „tylko dla druidów” dziwnie mnie uspokaja. Druidzi są tacy nieazjatyccy.
  • Na wykładach, na których mam ochotę się zastrzelić, dla relaksu zaczęłam rysować systemy korzeniowe roślin. Nigdy nie miałam na to czasu, a teraz proszę. Zauważyłam ostatnio, że koleżanka obok rysuje różne typy komórek. Też można.

Co jeszcze mogę zrobić?

  • Znajdę knajpę irlandzką. Ta mnie jeszcze nie zawiodła. Na całym świecie wyglądają tak samo. Podobnie jak na całym świecie wszyscy w koszulkach Iron Maiden wyglądają i zachowują się tak samo. Japonio nie rób mi tego, nie psuj ostatniej, sprawdzonej, bezpiecznej przystani (wiem, że i tak to zrobisz).

 

Na koniec anegdotka:

Wczoraj w drodze na uczelnię minęłam się z Europejczykiem, blondynem. Wiele nie zdążyłam zauważyć, ale pamiętam, że pomyślałam „Boże, ale biali faceci są przystojni!”. Ech. Śmieszne jest to, że na warszawskiej ulicy byłby to zapewne zupełnie niewyróżniający się chłopak. Wniosek jest prosty, #genównieoszukasz, choćbyś pękł.

 

Z pozdrowieniami,

Izabela

About

Z pochodzenia Sanoczanka, Japanofil, wolontariusz tęskniący za Afryką i etnograf-pasjonat. // Just a small town girl who always dreamed of travels and faraway places... Now Warsaw-based international relations analyst, travel blogger & folklore enthusiast, who cherishes nature, simple life & Irish traditional music. Japanophile. Addicted to haribo jellies & …red lipstick.

  1. Uśmiałam się czytając Twój artykuł XD prawda jest taka, że po dwóch pełnych wrażeń tygodniach w Japonii też tęskniłam i z ulgą wracałam do Warszawy – coś w tym musi być, ze Japonia (czy może w ogóle Azja ) jest po prostu… inna. więc o szok kulturowy nie jest tak trudno;) ale skoro nie możesz (na razie) przed tym szokiem uciec, to pewnie prędzej czy później się uodpornisz^^ Trzymaj się!

  2. Pingback: Tydzień #5: Getto dla cudzoziemców

  3. Kasia Kruk

    Teraz żałuję, że przed wyjazdem nie zapchałam Cię książkami o szoku kulturowym i radzeniu sobie. Może byłoby Ci łatwiej? Jeśli masz ochotę i możliwość poczytaj Elizabeth Marx „Przełamywanie szoku kulturowego”. Nie ma tam oddzielnego rozdziału o Japonii ale jest mnóstwo porad jak sobie z tym szokiem radzić i z czego wynika. Gert Hofstede dobrze tłumaczy powody takiego zachowania u Japończyków. Pewnie słyszałaś o jego teoriach na studiach. Biurokracja i wdrażanie w obsługę wszystkiego to skutek ich wysokiego wyniku na skalach unikania niepewności., kolektywizmu, hierarchiczności i ceremonialności. W praktyce wygląda to jak opisujesz a z moich doświadczeń w Japonii zauważyłam, że wszystko ma „sposób wykonywania”. Z jednej strony to fajnie, bo znając procedury zawsze wiesz jak się zachować i poziom stresu z powodu „publicznej utraty twarzy” jest praktycznie zerowy. ( Dla nas jakaś wpadka na ulicy to nie problem ale dla Japończyków to śmierć społeczna. Nic dziwnego, że minimalizują potencjalne okazje do kompromitacji ) Jadąc tam z kraju, w którym ludzie słyną ze swojej kreatywności i zaradności można dostać szału… Pamiętam np. moją pierwszą nauczycielkę japońskiego. Załatwiliśmy na uczelni możliwość nauki i nauczycielkę. Zaklepaliśmy salę. Kilka tygodni wszystko było cacy ale jak to w Polsce zawsze się jakiś chaosik wkradnie. Jednego razu idziemy na zajęcia a tu nauczycielka bezradnie stoi pod klasą i mówi, że nie wie co się stało ale ktoś w naszej sali ma zajęcia. No fakt, sala była pełna. Zajęcia dopiero się zaczęły. Oczekiwaliśmy, że nasza nauczycielka podejmie jakieś działanie czy choćby decyzję co dalej ale nic takiego się nie wydarzyło. Po prostu stała spetryfikowana. W końcu sami pobiegliśmy do działu przydzielającego sale i zaklepaliśmy inną wolną.
    Obcokrajowiec w japońskim systemie to kolejna niewiadoma nowość, z którą muszą sobie radzić jedni i drudzy. Tu nawet zrozumienie nie przebije muru „shikata ga nai” 🙁
    Mam nadzieję, że będzie lepiej i szok minie szybko [głaszczę po głowie i przytulam]

  4. Jak to nie wiedzą kim jest Marty?? Cały dzień żyłam jego Powrotem!
    Hmmm… pakowanie nie może być przecież takie straszne…? Bo ja uwielbiam! Ale może rzeczywiście, co za dużo, to przegięcie…

Dodaj komentarz

Psst... na tej stronie dostaniesz ciasteczko. (więcej informacji)

Ciasteczka (cookies) to małe pliki tekstowe, które zapisane na twoim komputerze ułatwią przeglądanie stron WWW. Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące cookies. Obowiązek poinformowania cię o ciasteczkach nakłada ustawa z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wszystko jasne, zamknij