religie Japonii zapiski codzienne życie w Japonii

Tydzień #20: Niezwykłe spotkanie

Nic nie dzieje się przypadkowo. Od początku Wielkiego Postu staram się codziennie przy śniadaniu oglądać internetowe rekolekcje Jednym Słowem o. Szustaka. Nawet, o dziwo, jestem na bieżąco. A dziś była mowa o wyrzucaniu…

Sobota była paskudna. PA-SKU-DNA. Zimno i deszcz. W taki dzień psa z domu wypuścić, to żal. Planowałam wybrać się na modlitwę Taizé w kościele anglikańskim na Ikebukuro, ale Ikeburkuro jest na końcu świata. Albo inaczej. Z Odaiby, na której mieszkam i która jest końcem świata, wszędzie jest daleko, a Ikebukuro jest na dodatek dokładnie na drugim końcu Tokio.

Pomimo niewielkiego odsetka chrześcijan, spotkań z modlitwami Taizé jest w stolicy Japonii całkiem sporo – podobno około 20 każdego miesiąca, w tym 1-2 duże modlitwy w Yotsuya, na które staram się przychodzić. Gdy na ilość spotkań nie można narzekać, a pogoda nie zachęca do wychodzenia, ostatnią rzeczą na jaką ma się ochotę to spędzenie godziny w metrze, by dojechać na Ikebukuro (na pewno rozumiecie sami…). Niestety „słowo dnia” <<wyrzucać>> okazało się bezlitosne, więc wyczołgałam się z półgodzinnym opóźnieniem, w myśl „lepiej późno niż wcale” – i całe szczęście!

Najlepsza modlitwa, o jaką mogłam prosić

.

Gdy dotarłam na miejsce, kanony już rozbrzmiewały w kościele. Ludzi była dosłownie garstka, może dziesięć osób. Część z nich znałam. Z racji, że byłam spóźniona, usiadłam z tyłu. Za mną siedziała już tylko jedna osoba, jakiś pan, na oko wyglądający na bezdomnego; siedział i przez cały czas głośno szczękał zębami. Rzuciłam mu dwa razy spojrzenie w stylu: „Stary, zostaw te zęby w spokoju, bo cię chyba słychać aż na Odabie” ; zazwyczaj na chwilę pomagało. Z samego przodu, wśród śpiewających, siedział chłopak na wózku inwalidzkim. Miał porażenie mózgowe. Bezwiednie ruszał ręką, ślinił się, a gdy śpiewaliśmy, głośno krzyczał „śpiewając” po swojemu, niemniej można go było czasem zrozumieć. To była jego modlitwa.

Siedzieliśmy bez butów na podłodze. Większość z nas zostawiła je przy głównych drzwiach do sali. W trakcie jednego z kanonów, przez drzwi znajdujące się w tyle kościoła, wyszedł stary dziadeczek. Japończyk. Właśnie usiłowałam się nauczyć tekstu po koreańsku, więc nie zwracałam na niego większej uwagi. Dziadek, gdzieś na mojej wysokości, szedł wzdłuż ściany i gdy dotarł do drewnianych drzwi, zaczął potykać się o pozostawione przez nas buty. Nie wiedziałam o co chodzi, myślałam poirytowana „dlaczego on tak kopie te buty?!” , nadal cały czas słysząc za uszami „bezdomnego od zębów” . Tradycyjne japońskie drzwi, a takie mieliśmy właśnie w kościele, to wielkie, przesuwane panele. Ta ciężka, 3-skrzydłowa ściana była akurat odsunięta od przeciwnej strony, a dziadek bezradnie starał się z nią walczyć, taranując obuwie. Ktoś podszedł. Dziadek odwrócił się trzymając przed sobą długą, białą laskę. Był niewidomy. Próbował wyjść tak, jak wychodził zawsze; skąd mógł wiedzieć, że trzy inne, nasunięte na siebie skrzydła drzwi nawet nie drgną? Z pomocą jakiejś pani udało mu się wyjść. W modlitwie nastała cisza. Nawet „bezdomny od zębów” dał sobie na jakiś czas na wstrzymanie.

Śpiew.

Znów chłopak z porażeniem mózgowym pokrzykiwał, za to za mną, zamiast szczękania zębów, ktoś zaczął wygrywać melodię. Dźwięk po dźwięku. To był bezdomny pan. Jak się później dowiedziałam, ktoś kiedyś dał mu cymbałki, takie dziecinne i on od tego czasu przychodził na spotkania z cymbałkami. Brzdąkał na nich kanony, nigdy nic nie mówił. Te cymbałki, to była jego modlitwa.

Zaczęłam wyć na podłodze jak bóbr. „Boże, dlaczego ja jestem takim złym człowiekiem, dlaczego ja zawsze oceniam ludzi zanim jeszcze zdążę ich poznać?” . Znów dało się słyszeć dobijanie się do (otwartych przecież) drzwi. Tym razem to ja zerwałam się na równe nogi. To niewidomy dziadek znów próbował wrócić do środka „swoją drogą” . Wzięłam go pod rękę i odprowadziłam do drzwi, z których uprzednio wychodził. Podziękował, przeprosił. Ja cieszyłam się, że nie widzi, jak bardzo siedzę zapłakana.

Japońskie nuty do kanonów z Taize
Japońskie kanony z Taizé

Modlitwa dobiegła końca. Na środku, przy ikonie, stanęła dziewczyna. Kilka dni temu przyleciała z Korei. Od czasu II wojny światowej stosunki między Koreą a Japonią nie układają się najlepiej, ze względu na tzw. „comfort women” (kobiety pocieszycielki) – Koreanki (choć były wśród nich też dziewczęta innych narodowości), zmuszane przez armię japońską do prostytucji, by „zaspokoić potrzeby japońskich żołnierzy”. Od lat kwestia ta jest przedmiotem sporów obu rządów, Japonia przez długi czas utrzymywała, że Koreanki same zgłaszały się jako kobiety pocieszycielki, bo mogły wtedy otrzymać jedzenie, o które w czasie wojny było trudno. Ostatnio temat znów jest na politycznej agendzie. Niezależnie od tego, co mówią politycy, te dwa narody bardzo się poróżniły. Dziewczyna przyleciała do Japonii, by rozmawiać o trudnych kwestiach, o historii Korei. Mówiła po angielsku, ktoś tłumaczył na japoński. Mówiła też o swoim zaskoczeniu, gdy po przyjeździe dowiedziała się, że koreański film o Comfort Women będzie wyświetlany w niektórych kinach w Tokio. Podkreślała, jak bardzo liczy na pojednanie między narodami, dlaczego sama podjęła się tej podróży i tego zadania, oraz jak wielką nadzieję pokłada właśnie w spotkaniach z Taizé, o tym, jak wspólna modlitwa może znów zjednoczyć Japończyków i Koreańczyków.

Jan Paweł II. Mieszka na pianinie u Sióstr Caritas. Zdjęcie zrobione po jednej z grudniowych modlitw w Tokio
Jan Paweł II. Mieszka na pianinie u Sióstr Caritas. Zdjęcie zrobione po jednej z grudniowych modlitw w Tokio.

Po modlitwie zrobiliśmy mały poczęstunek z przysmakami z Korei. Pojawił się na nim jeszcze jeden „biały” (jeszcze jeden, prócz mnie). Zawsze ciekawi mnie motywacja ludzi, którzy zdecydowali się żyć na innym końcu świata. Również tym razem historia, którą usłyszałam, była interesująca – otóż ten wysoki, brodaty chłopak to… nasz prawie-sąsiad. Estończyk. Katolik. Przyleciał z ewangelicko-prawosławnej Estonii do shintoistyczno-buddyjskiej Japonii, by na protestanckim uniwersytecie studiować związki chrześcijaństwa z buddyzmem (tak, to zdanie można przeczytać dwa razy dla lepszego zrozumienia i nie jest to wstyd). Gdy dowiedziała się o tym moja studiująca buddyzm na KUL-u koleżanka, aż zapiszczała z zachwytu. Świat taki mały, a taki poplątany się wydaje 😉

To nie jest idealne nagranie. To też nie jest koncert. To modlitwa, której wszyscy nauczyli się jakieś pół godziny przed spotkaniem. Modlitwa Koreanki o zjednoczenie między narodami Japonii i Korei, modlitwa bezdomnego pana od zębów, chłopaka z porażeniem mózgowym, niewidomego starca. To najpiękniejsza modlitwa, w jakiej mogłam uczestniczyć.

Izabela

Jeśli szukacie więcej informacji na temat regularnych modlitw z Taizé w Tokio, znajdziecie je tutaj.

About

Z pochodzenia Sanoczanka, Japanofil, wolontariusz tęskniący za Afryką i etnograf-pasjonat. // Just a small town girl who always dreamed of travels and faraway places... Now Warsaw-based international relations analyst, travel blogger & folklore enthusiast, who cherishes nature, simple life & Irish traditional music. Japanophile. Addicted to haribo jellies & …red lipstick.

  1. Wzruszyłaś mnie tym wpisem. Dzięki.

  2. Oby przyniosła Tobie to, o co prosiłaś. Ściskam mocno!

  3. Dziękuję za inspirację na Wielki Post 🙂

  4. Korea ma duży żal do Japonii nie tylko o kobiety. Ale ludzie (Koreańczycy i Japończycy) są przyjaźnie do siebie nastawieni.
    Bardzo Ci dziękuję za o. Szustaka. Też będę słuchać.

    • Proszę, o. Szustaka zawsze polecam! 🙂
      Gdy spojrzy się na karty historii nie ma się co dziwić mieszkańcom Korei.
      Dodatkowo, z tego co wiem, również Japończycy pochodzenia koreańskiego nadal są w Japonii dyskryminowani.

  5. Piękna modlitwa 🙂

  6. magdalena

    modlitwa zawsze jednoczy, tylko tak mało ludzi dziś w to wierzy. Cóż trzeba się modlić za tych nie wierzących. A o.Szustaka również lubię słuchać choć wolę Glasa, Cyrana, Olszewskiego, Chmielewskiego. każdy ma swój sposób Ewangelizacji 🙂

  7. To nie tak, że jesteś zła, tylko Bóg jest dobry i pokazuje nam gdzie możemy popracować nad sobą 🙂
    Niesamowite, ze dzielisz się z nami tym co się dzieje tak daleko, jak z Twojego punktu widzenia wygląda chrześcijaństwo na drugim końcu świata, gdzie wszystko jest inne, ale potrzeba wiary taka sama.

Dodaj komentarz

Psst... na tej stronie dostaniesz ciasteczko. (więcej informacji)

Ciasteczka (cookies) to małe pliki tekstowe, które zapisane na twoim komputerze ułatwią przeglądanie stron WWW. Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki dotyczące cookies. Obowiązek poinformowania cię o ciasteczkach nakłada ustawa z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wszystko jasne, zamknij